- Zawszę dostaję tego czego chcę. - same słowa wywołały wstręt, a dotyk mimowolnie obrzydzenie każdej partii.
- Odsuń się.
- Nie tym razem maleńka - przełknęłam głośno ślinę czując jego silne dłonie na mych ramionach. Ciało zesztywniało, a oczy zamgliły. Znalazłam się w punkcie bez wyjścia. Bez rozwiązania. Zwykła kradzież przysporzyła mi tylu problemów. Przysporzyła mi jego osobę. Jego dotyk mnie odrzucał. Całą swą osobą wywoływał nieprzyjemne dreszcze.
- Proszę pozwól mi odejść.
- Wszystkie tego chcecie
- Nie jestem te wszystkie.
- I dlatego jesteś taka wyjątkowa. - mokre ślady, które zostawiał na mej szyi po swych ustach paraliżowały mnie. Nie chciałam tego. Byłam taka głupia. Co ja sobie myślałam? Że nic mnie nie spotka? To tylko te najgorsze rzeczy mi się przytrafiają. Pieprzona karma powraca do wszystkich. Wiem. Wiem, że byłam perfidna i szydziłam, ze wszystkich, ale to już przeszłość. Już taka nie jestem. Już wystarczająco odpokutowałam za swe czyny.
- Bieber nie! - przeraźliwy jęk wydobył się z mych ust w momencie, gdy chłopak odpinał guziki od mej koszuli. Próbowałam się wyrwać, próbowałam go z siebie zepchnąć, ale to na nic - On był silniejszy. Krzyk? Też tego próbowałam. Nikt mnie nie usłyszał. Nikogo nawet pewnie nie było w pobliżu, ale nie mogłam tak pozwolić mu się dotknąć do najcenniejszego co mam. Nie tak. Nie tak sobie wyobrażałam swój pierwszy raz. Na pewno nie z nim.
Pierwsze krople słonych łez wypłynęły z mych oczu. Bałam się. Cholernie się bałam.
- Justin błagam przestań - znów krzyknęłam. Tym razem na tyle głośno by zorientować się, że to tylko sen.
Szybkie parę wdechów i zorientowałam się, że jestem w swym pokoju w którym totalnie panuje półmrok. Odetchnęłam z ulgą, lecz mimowolnie przypomniał mi się układ, który zaproponował mi chłopak na komisariacie. Byłam w punkcie wyjścia. Nie radziłam sobie ze świadomością do której musiałam dopuścić swe myśli. Co jeśli pójdzie zupełnie inaczej po mej myśli. Nie mogę ulec.
Holly co Ty wyprawiasz?
Odezwał się mimowolnie głos w mej głowie. Wielka gonitwa przyozdobienia sobie teraźniejszości niszczyła mnie od środka. Co robiłam? Brnęłam w najgorsze kłamstwa, w najgorsze złudzenia jakie do tej pory potrafiłam sobie przysporzyć. Zupełnie inny bieg w ruinach po rzeczywistość, a argumentów i rozwiązań nadal brak. Nić zakleszczająca się wśród najciemniejszych scenariuszy mych myśli dociskała mnie do muru pozbawienia woli. Gonitwa do marzeń musiała zjechać z toru, by zająć się tym co sobie obiecałam, aczkolwiek czy to najlepsze rozwiązanie, by zwyciężyć z samą sobą? Nie potrafiłam dobitnie tego strzelić choć to tylko niewinne przestępstwo, które doprowadziło mnie do zguby. Największa kara, za którą musiałam srogo zapłacić, lecz czemu nie odebrać planu wyjścia jako przyjemność? Czemu nie zgłębić tajemnicy jego własnej osoby jak zainteresowanie w dobrej wierze.
Jesteś głupia. Wiesz przecież, że ten chłopak nie jest wart Twej uwagi.
Znów to samo. Znów ten cholernie przesiąknięty nienawiścią głos. Nie chciałam taka być. Nie chciałam już bawić się w tę grę po zwycięstwo. Potrzebowałam nasycenia szczęścia wśród prawdziwej codzienności.
Nie możesz pozwolić, by Cię omotano.
Przestań wreszcie. Nie chcę słuchać tego szczerstwa. Nadal jestem tą dziewczyną z przed kilku miesięcy. Nadal potrafię zawalczyć o swoje i taki Justin Bieber nie jest w stanie mnie złamać. To oddzielny świat. Inny pionek w mym świecie z którym doskonale sobie poradzę i nawet teraz stojąc tuż przed jego domem, gdzie byliśmy umówieni na dziś zaciskam mocno pięści, by nie dać upustom emocji.
- Cześć Holly. - drzwi jego domu otworzyły się po dokładnie minucie. Przenikliwe spojrzenie, naparcie na oddech słów i garstka wspomnień minionego wieczoru.
- Hej. - chwila grobowej ciszy, aż nagle jego stanowczy ton.
- Przemyślałaś?
- Posłuchaj mnie..
- Wiesz, że bardzo zależy mi na tym. - wypuściłam nagle powietrze z ust. Ile jeszcze zniosę?
- Mam wątpliwości.
- Pomożesz zarówno sobie samej jak i mi, więc czemu zwlekać?
- Mam tylko parę pytań.
- Słucham księżniczko.
- Czy muszę zawsze przypisywać sobie Twe zachcianki?
- W pewnym stopniu.
- Co oznacza " w pewnym stopniu"? - zacisnęłam usta.
- Przekonamy się jak spróbujesz.
- Czemu akurat mnie sobie upodobałeś?
- Jesteś ambitną, atrakcyjną kobietą, więc?
- Ale zupełnie nic o mnie nie wiesz.
- Wiem na tyle dużo, abyś mi się przydała do mych zamiarów.
- Dlaczego akurat tak podchodzisz do tego?
- Czemu nie mogę po prostu znaleźć prawdziwej dziewczyny? - skinęłam głową przez moment próbując go wysłuchać i zrozumieć. - Bo miłość w tych czasach nie istnieje moja panno - dodał.
- Więc po co miałaby być teraz ta szopka?
- Mam w tym swój pewien interes.
- Ale wydaje mi się, że płacąc jakiejś dziewczynie zrobiłaby to o wiele lepiej.
- Nie muszę wydawać niepotrzebnie oszczędności, gdy mam Ciebie.
- A co jeśli zawiodę?
- Razem sobie poradzimy. - Ugh.. Sama nie wiedziałam. Niby to dało by mi czystą kartę. Uwolniłabym się ze świta przestępstw i w jakikolwiek sposób zrobiłabym dobry uczynek. Nie na co dzien pomagam ludziom.
- Od kiedy mielibyśmy zacząć?
- Od teraz - dostojna postawa szatyna i uśmiech ukazujący jego błyszczące perełki. Nie byłam przekonana, ale jak myślicie co zrobiłam? Macie racje. Zgodziłam się.
- A co jeśli nie spodobam się Twoim rodzicom?
- Nie martw się o to. Opowiadam już o Tobie od kilku miesięcy.
- Od kilku miesięcy?
- Cóż podniecenie nie wybiera kochanie.
- Interesowałam Cię już od dłuższego czasu?
- Ani nie zaprzeczę, ani nie potwierdzę.
- Myślałam, że nie interesują Cię kobiety. - jego ironiczny śmiech przeszył me ciało.
- Myślałaś, że jestem gejem? - nie uniosłam wzroku na niego. Nie odezwałam się. Po prostu milczałam. Wtedy On uniósł delikatnie mój podbródek ku górze tm samym sprawiając, że ujrzałam przepływ radości w jego oczach.
- I uważasz tak jak wszyscy, że jestem pizdą i nie miałem nawet dziewczyny?
- T.. Tak. - znów ten śmiech.
- Wszyscy tak naprawdę nic nie wiecie.. Ale to lepiej. Nie lubię, gdy się o mnie mówi.
- Wolisz zostać na uboczu?
- Tak mi lepiej.
- Czemu nie pozwalasz się zbliżyć nikomu?
- Nikt nie jest tego wart.
- Wolisz być sam?
- Nie jestem sam. Teraz dodatkowo będę miał Ciebie.
- Ale nie na wyłączność.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- A co ze szkołą?
- Nadal będziemy przecież do niej uczęszczać.
- Mówię o relacjach w szkole, będziemy udawać dalej, że się nie znamy? - błagam. Błagam powiedz tak. Nie chcę się tam z Tobą pokazywać. Nie zniosę tego upokorzenia.
- Boisz się reakcji innych?
- Tak.
- A więc pokazywać się tam będziemy razem.
- Czemu chcesz mi tak dopiec?
- Chcę Ci uświadomić, żebyś w końcu zeszła na ziemię i przestać się wywyższać.
- Uważasz, że się wywyższam? - pisnęłam.
- A tak nie jest? Lubisz być ponad wszystkimi.
- Powtarzam znów, że nic o mnie nie wiesz.
- Wiele na swe oczy widziałem.
- Spędziłeś ze mną chociaż odrobinę czasu, aby wyczuć jaka jestem naprawdę i co skrywam w środku? Nie więc nie waż się mówić więcej o mej osobie w taki sposób.
- Nie gniewaj się za prawdę.
- Mam Cię dość. - opadłam na kanapę w jego mieszkaniu. Wkurzał mnie. Jego zachowanie i słowa strasznie mnie irytowały. Żałowałam tego, że go poznałam. Że jakakolwiek droga nas doprowadziła do siebie.
- Nie stawiaj mnie w złym świetle.
- Ty mnie tylko razisz bystrą żarówką tego światła.
- Bo na to zasługujesz.
- Ten plan chyba nie ma sensu. Nie wyjdzie nam to.
- Czemu te sprzeczne myśli? Przecież świetnie potrafisz grać.
- Jesteś bezczelny.
- Takie jest już życie mała. - zastanawiasz się czemu tak po prostu nie zostawię go w tym mieszkaniu i zakończę wszystko zanim się zaczęło? Po prostu sumienie podpowiada, że muszę wywiązać się z danego słowa, by mieć je czyste. To będzie początek mej przemiany, a właściwie wtedy tak myślałam.
- Powinnam już pójść.
- W takim razie do zobaczenia jutro. Przyjadę po Ciebie o ósmej byśmy razem mogli jechać do szkoły. - nabrałam powietrza do płuc mrucząc pod nosem ciche "dobrze"
- A gdzie buziak na pożegnanie? - wychrypiał.
- Nie w tym życiu Bieber.
- Przyzwyczaj się również do tego. - przyciągnął mnie do siebie stykając nasze ciała. Zniszczył barierę mej przestrzeni w perfidnie szybki sposób.
- Nie było o tym mowy.
- Myślałem, że jesteś bystrzejszą dziewczynką - odgarniając kosmyk mych włosów za ucho delikatnie ucałował moje czoło. Mięśnie się napięły, a kolana ugięły. Dlaczego? Nigdy nie lubiłam czyjegoś dotyku, ani bliskości, a On rujnował każdą przeszkodę i zasadę. Był przebieglejszy niż sądziłam.
- Cześć Justin.
Zgodziłam się? Naprawdę to zrobiłam? Richard jesteś taka naiwna i bezmyślna. Nic szczególnego na Ciebie nie miał. Dobry prawnik na pstryknięcie palcem wyswobodził by Cię z tej pułapki. Co Cię podkusiło? Bieber czy świetna rozrywka dla ukojenia myśli?
Bieber? Nie. Jego osoba przyprawia mnie o dreszcze. Raczej chciałam pokazać wszystkim, że ja też potrafię pomagać ludziom. A ten układ był po prostu korzyścią dla niego, wiec czemu nie? To tylko kilka spotkań, a które może ucieszyć zaledwie garstkę osób. To tania gra przy której mogę się świetnie bawić, choć jeszcze wcale nie odczuwałam żadnej frajdy. Na razie tylko On trzymał mnie w garści, lecz odpłacę mu się za nadobne. Nie przejdzie mu to tak łatwo. Na pewno nie. Nie tym razem. Chce zawrzeć bliską znajomość z Holly Richard? Pozna też jej gorszą stronę realii, którą nie każdy potrafi znieść.
Okaże się ile jest w stanie wytrzymać i czy przypadkiem pierwszy nie zrezygnuję. Ja nie poddam się choćby nie wiem ile nieprzyjemnych sytuacji wyrządził.
Słysząc dzwonek do drzwi automatycznie do nich podbiegłam. Była to Alison. Potrzebowałam jej. Potrzebowałam się wygadać. Wyrzucić to z siebie. A rozmowa z przyjaciółką była najlepszym rozwiązaniem.
- A więc Holly o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Proszę tylko nie osądzaj mnie źle, pogubiłam się po prostu. - Nabierając dużej ilości powietrza do płuc rozpoczęłam swój monolog. Opowiedziałam wszystko od zdarzenia z kradzieżą do samego spotkania dzisiejszego z Bieberem. Tak o beznadziejnym układzie również powiedziałam. Nie miałam przed nią tajemnic. Liczyłam na to, że dziewczyna postara się mnie zrozumieć.
- Holly nie mogę w to uwierzyć. Nie chcę Cię pouczać, ani osądzać, ale masz takiego samego ipoda w domu.
- Wiem Ali, wiem. Sama nie mam pojęcia co mnie podkusiło. Zrobiłam ogromny błąd.
- To nie jest ważne, każdemu zdarzy się zboczyć z drogi. Co to za akcja z tym chłopakiem?
- Podpuścił mnie.
- Zgodzisz się?
- Już to zrobiłam.
- Nie musisz, nie może Cię do tego zmusić.
- Nie miałam wyjścia. - westchnęłam. - Te życie to wielkie gówno - dodałam.
- Ten układ jest nienormalny. Masz udawać jego dziewczynę przy jego rodzinie?
- I w szkole i wszędzie - rozpłakałam się. Emocje szarpiące moje ostatnie wydarzenie przybrały tempa, a ja byłam załamana. Musiałam z siebie wszystko wyrzucić.
- Wiesz jak będzie głośno o Tobie i o nim?
- Wiem i tego się boje.
- Przestań. Każdy pogada, aż się w końcu znudzi.
- Nie wyobrażam sobie tego.
- Ten chłopak jest największą ofiarą o jakiej mogłam słyszeć. Jeszcze jego wyimaginowane wydarzenia.
- To wszystko jest chore.
- Dlatego powinnaś to zakończyć. - powinnam. Zdaje sobie z tego sprawę, ale na obecną chwilę jest już za późno na rezygnację. Nikt nie może dowiedzieć się o tym co zrobiłam.
Dzień dla mnie szybko się zakończył. Przebieg zdarzeń mnie wykończył, a morfeusz szybko zabrał mnie do swej magicznej krainy snów.
Poranek był utrapieniem. Nie mogłam odnaleźć się we własnym domu. To tak jakbym... Jakbym była w nim pierwszy raz.
Pochłonięta myślami wczorajszego dnia błądziłam w szafie w przygotowaniu dla siebie dzisiejszej partii ubrań. Poszło mi to całkiem nieźle. Uwinęłam się w mgnieniu oka nawet z prysznicem po którym nogi automatycznie zaprowadziły mnie do kuchni, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem. Poprawiłam niesforny kosmyk moich włosów, który opadał mi na oko zastanawiając się jak dzisiejszy dzień będzie wyglądał. Justin jednak odpuści i.. może nie przyjedzie wcale po mnie. Odpowiadało by mi to. Krew, która wrzała na samą myśl o wtargnięciu do szkoły tuż przy jego osobie mogła poparzyć.
- Holly jakiś samochód podjechał pod dom.
- To po mnie. Dziękuje za śniadanie - ucałowałam policzek mojej rodzicielki zarzucając na swe ramie torbę z książkami. - Było pyszne, pa - wciągnęłam szybko na siebie obuwie oraz kurtkę z przeplatającym na szyi szalikiem i ruszyłam na spotkanie z diabłem. Z czystym wcieleniem zła.
Myliłam się. Wcale nie zrezygnował..
Nawet pewnie tego nie zamierzał, aczkolwiek nadal tkwiłam w utrapieniu jaki ma we wszystkim cel. Jakie korzyści kryją się pod wskazaną intrygą. Na spotkanie wyszedł mi przed samą bramę, a jak na dżentelmena przystało drzwi od samochodu otworzył mi sam. Z grzeczności podziękowałam. Byłam przecież mimo charakteru wychowaną kobietą. Jechaliśmy w ciszy. Nie przeszkadzała mi cisza, wręcz była mym błogosławieństwem. Móc na chwilę odetchnąć od niego jest wielką nagrodą.
Ups wywołałam wilka z lasu.
- Holly - nie umiałam wyczuć uczuć jakie w sobie skrywał na obecną chwilę, lecz jego poważny wyraz twarzy mógł dać wiele do zrozumienia - Czemu nie przepadasz za mną?
- Nikt nie powiedział, że w życiu jest lekko. - przyglądałam się obiektom za oknem będąc świadoma tego co mówię.
- I nawet nie spróbujesz otworzyć się na tę znajomość?
- Jeśli tylko nie będziesz mnie tak bardzo irytować jak do tej pory to kto wie - przejechałam koniuszkiem języka po dolnej wardze modląc się, aby jak najszybciej dojechać do szkoły.
- Irytuję Cię?
- Posłuchaj mnie. Jestem tylko tutaj z Tobą byś w końcu odpuścił sobie wszelkie chwyty na zdobycie mnie. Ja nie muszę Cię lubić. - od tej pory każde z nas milczało.
Nie mieliśmy być może odwagi na podjęcie dalszej rozmowy, która mogła skończyć się źle.
Dziękowałam niebiosom, gdy dojechaliśmy pod teren szkoły, lecz chcąc wysiąść chłopak przyciągnął mnie za nadgarstek sprawiając ponowne zetknięcie mojej dolnej części ciała z fotelem w jego samochodzie.
- Pamiętaj, że nie chcę robić Ci na przekór. To czysta pomoc przyjacielska - przeszywał mnie spojrzeniem na wskroś. - Czy mogę przytulić Cię na poprawę napiętej relacji? - dodał.
Jak miałam na to zareagować? Skinęłam głową na znak zgody.
Jego zapach mimowolnie trafił do mych nozdrzy, a uśmiech wkradł się na usta, gdy ten pocierał dłońmi o moje plecy. Nie przepadałam za bliskością dwóch ciał, ale wtedy pomyślałam, że szybciej będę mogła się zmyć. Tak też było. Wyswabadzając się po chwili z jego uścisku posłałam przelotne spojrzenie po czym opuściłam jego auto, a On tuż za mną.
Kilkaset par oczu zwrócone były akurat w naszym kierunku. Przełknęłam głośno ślinę dyskretnie obserwując każdego z osobna. Czułam pieczenie w środku całego ciała. Słyszałam już każdą plotkę, a to tylko ze względu na szatyna.
- Nie stój tak jak słup tylko lepiej idź do swych koleżanek.
- Dzięki - westchnęłam ciężko pod nosem wzrokiem wyłapując blondynkę bądź rudowłosą, lecz nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
Czułam tylko przenikliwe spojrzenia na swym drobnym ciele. To coś gorszego niż spotkanie z Bieberem.
—
- Cześć dziewczyny. - znalazłam je w końcu przy swych szafkach.
- Hej Em - kilka buziaków w policzek i ruszyłyśmy pod klasę w której mieliśmy zajęcia.
- Holly wiesz, że o Twym związku, aż huczy? - byłam tego świadoma. Przecież ta szkoła z plotek się wyróżniała, a taka dziewczyna jak ja ciągnęła za język każdego.
- Nie jestem w związku
- A Justin?
- Po prostu podwiózł mnie do szkoły, nic więcej.
- Carmen widziała jak Cię przytulał - jest za bardzo ciekawa. Ktoś w końcu mógł by ją przytemperować.
- Podziękowałam mu za podwózkę.
- Lubisz go?
- Emilly to tylko zwykła pomoc w drodze do szkoły.
- Przyznaj w końcu, że podoba Ci się.
- Nie, nie podoba.
- Tylko co On robił na Twej dzielnicy? Mieszka zupełnie w innej części miasta - dość pytań. Ona za dużo chce wiedzieć.
- Zabrał mnie już niedaleko szkoły.
- Dżentelmen, a raczej teraz zakochany dżentelmen.
- To, że mnie zabrał nie oznacza wielkiej miłości, opanuj się.
- To czemu On mówi wszystkim, że jesteście już ze sobą od jakiegoś czasu i bardzo się kochacie?
- Że co?
- No tak słyszałam już od kilku ludzi tę wiadomość.
- To tylko plotka, nie słuchaj ich - w co ten chłopak pogrywa. Czyżby za bardzo w czuł się w swą rolę? Nie mogłam pozwolić, aby za bardzo zniszczył mą reputację w tej szkole. Musiałam z nim porozmawiać, a znalezienie jego osoby nie było trudne. Przeprosiłam dziewczyny komunikując, że zaraz wrócę i podeszłam do szatyna, który siedział na tyłach budynku.
- Bieber - warknęłam.
- Już się stęskniłaś za mną kochanie?
- W co Ty grasz?
- Co masz na myśli?
- Kochającą się para? - zadrwiłam.
- A tak nie jest?
- Nie. Nie wyobrażaj sobie za dużo.
- Chciałem, aby to wszystko było dość rzeczywiste.
- O czym Ty człowieku mówisz? Choćbyśmy nie wiem ile żyli w takim układzie to zawsze będzie fikcja.
- I to w zupełności wystarczy. Dziewczyna jak Ty nie jest odpowiednią osobę na kobietę mego życia.
- Więc czemu mnie wybrałeś? - zakpiłam ze złości. Jak śmiał mówić mi takie rzeczy.
- Uderzyłem w słaby punkt królewny? Przepraszam.
- Tak bardzo Cię nienawidzę.
- I co mam z tego powodu pogniewać się na Ciebie? - wywróciłam niedbale swoimi oczami. Co za cham. Był tak pospolitym dupkiem jakich było mało, a najgorsze jest to, że wcale bym się po nim tego nie spodziewała.
- Jutro moi rodzice zaprosili Cię na kolację - dodał.
- Nigdzie nie pójdę.
- Układ właśnie na tym się opiera. Nie dyskutuj i lepiej chodźmy już na lekcje.
Głośne westchniecie przed zamiarem przekroczenia progu szkolnego.
Szarpał mymi emocjami.
Robił to z taką łatwością, aczkolwiek nie byłam z tych, którzy poddają się na starcie. Poprawiając swoją koszulkę ruszyłam szkolnym, opustoszałym już korytarzem na matematykę do pani Colins.
Lekcje dzisiejszego dnia minęły mi naprawdę szybko. Nim się obejrzałam kończyłam już fizykę, która była mą ostatnią lekcją. Ucieszona opuściłam mury szkoły wraz z Alison z którą miałam spędzić dzisiejsze popołudnie. Wszystko było by świetnie, gdyby nie fakt, że w czasie drogi do mego domu przed samą pętlą zatrzymał się radiowóz policyjny.
Zadrżałam.
- Panna Holly Richard?
- Tak to ja, w czym mogę pomóc?
- Pojedzie pani z nami - wymowne spojrzenie z Alison i bezsilność doprowadziły mnie do samochodu dwóch policjantów. Myślałam, że wszystko mam już załatwione, lecz ten kretyn mnie ośmieszył. Byłam wściekła. Miałam ochotę krzyczeć, choć wcale mi to nie wypadało. Denerwowałam się. Lecz kiedy najbardziej?
Gdy zupełnie zboczyliśmy z drogi, a kierunek, który obrali sobie dwaj funkcjonariusze wcale nie prowadził na komisariat.
~♦~
Witam. Myślałam, że nieco lepiej pójdzie mi prowadzenie tego bloga, jednak znów miewam wątpliwości. Nie zawsze wychodzi nam wszystko to jak coś chcemy, aczkolwiek ja obiecałam, że rozpocznę Tę przygodę i doprowadzę ją do końca. Nie mogę się poddać, choć od początku jest coś nie tak. Może wszystko wróci do normy jak ustabilizuję akcję.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Dla Ciebie to kilka minut, a dla mnie dalsza motywacja!
Przeczytałam właśnie wszystkie 4 rozdziały i powiem Ci, że pomysł jest serio ciekawy. Jednak jest kilka rzeczy, które na moje oko warto by poprawić. Zacznijmy może od błędów. Są drobne, ale jednak są. Głównie interpunkcyjne. No i jak na mój gust piszesz ciut zbyt oficjalnie, wyniośle. Nie pasuje to do takiej tematyki, potrzeba trochę luzu. Oczywiście niczego nie narzucam, wyrażam swoje zdanie, a to chyba lepsze, niż puste, nic nie warte komentarze, no nie?
OdpowiedzUsuńGenialny! Aww znów mnie powaliłaś na kolana. Czekam więc na dalszy rozwój akcji = następny rozdział :) Pozdrawiam serdeczenie! ♥
OdpowiedzUsuń/L