wtorek, 27 stycznia 2015

5


Czekałam w spokoju na przebieg wydarzeń, które czekały mnie, gdy tylko opuszczę auto policyjne. Nie bałam się. Przecież tak naprawdę nie miałam czego, aczkolwiek najgorszą z mych ostatnich decyzji było zaufanie Bieberowi. Że nie przyszło mi na myśl, by go sprawdzić. Teraz nie masz co się dziwić dlaczego go nienawidzę. Wzdychając cichutko pod noskiem oparłam głowę o szybę błądząc w myślach. Czekałam na ten moment, że przyniesie mi kłopotów, lecz nie wiedziałam, że wykorzysta moją naiwność w sprawach prawnych.
Był tak dobitnie bezczelny..
A ja naiwna nie wpadłam nawet na codzienny fakt, iż chłopak może coś wywinąć. Przecież mogłam się po nim tego spodziewać. Był zwykłym tchórzem nic nieznaczącym w dzisiejszej społeczności. Umywał się do facetów, którzy potrafili nieść spokojnie życie bez uprzykrzania go innym.

Przecież jesteś dokładnie tak samo perfidnie podła jak On sam.

Nie mierz mnie miarą tego potwora. Ja przynajmniej mam w sobie odrobinę skruchy i wiem w którym momencie mam się wycofać. Nie jestem na tyle beznadziejna, by, aż tak wdrążyć się w świat osoby, która nawet tego nie chce dobrowolnie. Potrafię wyczuć moment, w którym powinnam odejść.A on?
On nawet nie rozróżniał dobroci swych od wspólnych. A tego przeżyć nie mogłam najbardziej. Próbował tylko mnie wykorzystać, lecz dostrzegłam wszelkie jego uczynki szybciej niż mu się wydawało i za nim całkowicie ta przygoda się rozpoczęła.
- Czy komisariat nie jest w zupełnie innym kierunku? – nie mogłam już wytrzymać. Byłam ciekawa gdzie mnie zabierają. Przecież w każdej chwili może stać mi się krzywda. – Huh?
- Za pięć minut będziemy na miejscu – wiele mi nie pomógł. Cierpliwość przybierała zenitu. Musiałam dowiedzieć  się co tak naprawdę planuje dwójka mężczyzn. Co jeśli to porwanie, a Oni wcale nie są policjantami? Nie mogłam niczego wykluczyć, aż do momentu, w którym odnalazłam się na ulicy na obrzeżach miasta.
Mężczyzna otworzył mi drzwi samochodu pomagając mi przy tym wysiąść, lecz przyglądając się okolicy mogłabym tam zostać. Chciałam uniknąć nieprzyjemności.  
Zaplanował to. Jak śmiał..
- Wejdziesz czy zamierasz tak tutaj stać? – natarczywie przyglądał się dosłownie każdemu ruchowi. Krępował mnie. Jego wzrok mnie zawstydzał.
- Dlaczego kazałeś im mnie tutaj przywieźć? – westchnęłam. – myślałam, że wszystko wyjaśniliśmy, a ja po szkole będę mogła spędzić czas w domu.
- Przepraszam, że popsułem Ci Twe jakże cudowne zajęcia. Chciałem Cię zobaczyć. – wyciągnął dłoń w mym kierunku nie odwracając choć na chwilę wzroku. – Musiałem.
Przeszłam obojętnie tuż przy jego geście i omijając go wywróciłam tęczówkami. Nie mogłam nadal zrozumieć w co ten chłopak sobie pogrywał.
- Skąd pewność, że ja chciałam zobaczyć Ciebie? Wszystko nie kręci się wokół Twej osoby.
- Ćśś.. Choć raz nie zaczynajmy.  Chcę tylko te popołudnie spędzić w miłym towarzystwie, nic więcej. Pozwól mi – z każdą chwilą niechęć do niego wzrastała. Tak bardzo próbował wywrócić me życie do góry nogami, lecz zupełnie nie dostrzegałam w jakim celu. Co próbował tym zyskać..
- Nie dość, że dziś będę musiała przebywać w Twym lichym towarzystwie, to jeszcze jutro znów lecz dodatkowo z Twą rodziną? – skinął głową szyderczo się szczerząc. Był nie do zniesienia.
- Nie musisz przy mnie udawać Holly. Wiem, że wewnątrz Ciebie kryje się zupełnie inna dziewczyna. Nie jesteśmy już w szkole tutaj możesz ochłonąć.
- Dlaczego tak bardzo próbujesz wmówić, że tak bardzo dużo o mnie wiesz, gdy Twoje informacje o mej osobie kończą się na nazwisku.
- Mylisz się – zbliżył się do mnie.  – Wiem, że wychowuję Cię już tylko mama o którą dbasz i opiekujesz się jak najlepiej potrafisz. Nie każdy zachowałby się tak jak Ty, uwierz.
- Nie zaskoczyłeś mnie. O tym wie cała szkoła, więc Tobie też to nie uciekło.
- A czy szkoła wie, że w wieku dwunastu lat straciłaś bardzo ważną osobę? – złamał mnie, lecz skąd wiedział? Nikt, ale to nikt z tego miasteczka nie miał tej informacji. Sprowadzając się tutaj, a właściwie uciekając od tamtego zdarzenia rozpoczęliśmy tutaj zupełnie nowe życie. Nikomu nawet nie wspomnieliśmy, by móc umieć sami żyć ze świadomością, że jeden członek z naszej rodziny nie żyje. 
Mój brat Kevin zginął w wypadku samochodowym. Zginął na miejscu, bez żadnych szans na przeżycie. Nie było dla niego ratunku. Dla mnie tym razem też nie. Wspomnienie w najgorszy sposób wróciło. Łzy zebrały się w kąciku mych oczu czekając na wypłynięcie.
- Wejdźmy do środka  - nie protestowałam. Tym razem pozwoliłam skorzystać sobie z jego gościnności. Potrzebowałam chwili ochłonięcia zanim wrócę do domu, gdzie czeka na mnie mama.
- Mogę wiedzieć skąd o tym wiesz? –po dłuższej ciszy zabrałam głos. Nie mogłam uwierzyć, że akurat osoba taka jak On mogłą o tym wiedzieć.
- Nie rozmawiajmy o tym.. Przyjdzie na to czas – nabrałam powietrza do płuc. Bawił się ze mną. Próbował trafić w mój czuły punkt. Udało mu się. Kevin był najsłabszym punktem w moim życiu. Nie lubiłam poruszać jego tematu z kimkolwiek. Było to dla mnie ciężkie.  Mimo, że miałam tylko dwanaście lat to strasznie przeżyłam jego śmierć.
- Ściągnąłeś mnie tutaj tylko po to, aby przysporzyć mi cierpienia? – milczał. No co z nim? Zawsze ma tyle do powiedzenia. – Chciałeś rozdrażnić moje rany?
- To nie tak. Chciałem, abyś w końcu zrozumiała, że nie jestem Twoim wrogiem. Nie chcę na siłę zmuszać Cię do tego układu.
- I jak powiesz, że wiesz o mym bracie od razu myślisz, że będziesz mym przyjacielem? W co Ty ze mną grasz?
- W nic nie gram. Chcę Ci udowodnić, że nie musisz być przy mnie tą samą osobą co w szkole. Nie musisz się obawiać, że Cię obsmaruję do pierwszej lepszej osoby.
- Czemu w ogóle to robisz? Czemu wybrałeś akurat mnie?
- Lubię ryzykować. Wydałaś mi się najlepszą dziewczyną do tego, by zawalczyć z samym sobą. Wiem, że będziesz wyzwaniem.
- Tylko dlaczego musiałeś zasugerować mi ten układ?
- A czy umówiłabyś się ze mną, gdyby nie sprawa na policji i ten cholernie idealny układ? – zaśmiałam się. Jasne, że nie. – Nawet nie spróbowałabyś – dodał. Masz całkowitą rację. Pewnie nie, a raczej na pewno.
- Skąd miałeś pewność, że bym się zgodziła?
- Byłaś tak bardzo zdesperowana i zagubiona. Przekonanie Ciebie nie było żadnym wyczynem.
- A więc w każdej chwili mogę zrezygnować?
- Nie, bo wtedy poniesiesz konsekwencję za kradzież. – westchnęłam. Był zbyt pewny siebie, a ja nie mogłam tego znieść.  Bawił się w kotka i myszkę.  – Chodź, przygotowałem dla nas jedzenie. – milczałam. Nie potrafiłam wcale go rozgryźć, a nawet na obecną chwilę nie starałam się tego robić. Wszystko było mi jedno. Myślami byłam przy Kevinie. Przy przeszłości i wspomnieniach.
- Holly – nadal nic. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę – Spójrz na mnie – wychrypiał z nutką niecierpliwości. – Nie chciałem Cię urazić.
- Ale jednak to zrobiłeś. Próbujesz mnie zniszczyć tak? To zemsta za wszystkie docinki i żarty przez ostatni rok? – patrzyłam się na niego w tak perfidny sposób w jaki On lubił patrzeć na mnie.
- Nie, nie jestem taki jak wy wszyscy.  – znów sumienie się odezwało. Najchętniej wymazałabym całą swoją przeszłość. Nie chciałam być chamska dla nich wszystkich.  Nie sprawiało mi to przyjemności. Po prostu otoczenie potrafiło na mnie wpłynąć.  Taka już byłam. Strasznie naiwna.
- Chciałem tylko spędzić miło czas, by móc opracować to co będziemy mówić jutro rodzicom, ale widzę, że jesteś jeszcze gorszą sztuką niż sądziłem. – pokiwałam kilkakrotnie głową nie mogąc uwierzyć w jego słowa i siadając w końcu przy stole, gdzie wszystko było rozstawione spojrzałam na szatyna.
- Dobrze. Omówimy wszystko na spokojnie przy tym pysznym jedzeniu, bo szczerze to jestem okropnie głodna. – zapach pięknie wyglądających potraf wywoływał apetyt. Nakładałam sobie wszystkie po trochu, by móc spróbować kuchnię samego Justina Biebera, bądź jego mamy.
- Sam to wszystko przygotowałeś?
- No widzisz mam ukryte talenty, a to jeden z nich – posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam go. Postanowiłam dać mu przez moment odetchnąć. Nie krzyczałam, nie wytykałam błędów, ani nawet o nic nie dopytywałam. Po prostu w ciszy spożywałam posiłek.  – A Ty? Jakie posiadasz talenty?
- Ja? Nie posiadam ani jednego.
- Na pewno nie księżniczko – dźgnął widelcem ziemniaka obserwując mnie.  Jego głos był poważny. Mówiący „wiem o Tobie wszystko” – Co z pasją której tak poświęcałaś wiele uwagi? Co z tańcem?
- Czy przypadkiem nie śledzisz mego życiorysu zbyt doszczętnie?
- Wiesz.. Słyszałem od kilku pewnych osób o Tobie. Nie da się ukryć, ale w szkole znają Cię. Wiedzą o każdym życiowym błędzie.. Pewnie miał rację. Większość czekała na powinięcie mej nogi.
- Od dawna interesujesz się mą osobą? – włożyłam do ust kawałek sałatki. Byłam zaintrygowana postawą chłopaka, lecz przerażał mnie sam fakt, że tak wiele o mnie wiedział.
- Czy moja odpowiedź odmieni coś w tych relacjach?
- Nie odwracaj kota ogonem. – westchnęłam pod nosem zanurzając oczy w jedzeniu. Towarzystwo szatyna wywoływało u mnie więcej negatywnych napięć. Nie umiałam dać szansy tej znajomości, bądź nie chciałam ze względu na jego status w szkole. 
Nie chciałam po prostu widywać  takiego dziwaka..
- Holly czemu nie spróbujesz? – zadrwiłam. – Nie spróbujesz otworzyć się na tę znajomość?
- Jeśli za kimś nie przepadasz to logiczne, że nawet nie będziesz próbował odnaleźć wspólnego języka. Przynajmniej ja tak mam.
- Ale Ty masz swe odgórne założenia. Wcale mogę okazać się innym facetem niż sądzisz.
- Nie przekonuj mnie słowami, bo tym bardziej Ci to nie wyjdzie.
- A więc  jest nadzieja? – A była? Sama nie potrafiłam tego określić. Mama zawsze powtarzała, że każdy ma wady i zalety, aczkolwiek każdy zasługuje na naszą uwagę. Nie możemy przechodzić przy kimś obojętnie, bo w końcu my zatęsknimy.
- Nie potrafię odpowiedzieć Ci na te pytanie. Lepiej nie poruszajmy już nigdy tego. Wykonajmy idealnie Twój plan i rozejdźmy się w swe strony.
- Skąd wiesz, że się nie zakochasz? – mimowolnie wyplułam wodę, którą właśnie piłam. Zaskoczył mnie. Jego pytanie mnie wryło.
- Zakochać się w Tobie?  
- Powiedziałem to niezrozumiale? – dupek.
- No cóż nie martw się o to. Nigdy do tego nie dojdzie. Nie jesteś w mym typie. – wypuścił powietrze ze swych ust. Zdezorientowana spojrzałam na niego.
- Świetnie się składa, nie chcę problemów z zakochaną pannicą. – przełknęłam ślinę. Jego słowa czasami potrafiły sprowadzić mnie do wybujałego świata. Potrafił sprawić słowami, że zatapiałam się w własnym scenariuszu myśli.
- Skąd możesz mieć pewność, że nie polegniesz pierwszy?
- Nie wierzę w miłość, a już na pewno nie z taką kobietą jaką jesteś Ty. Ja szukam zupełnie czegoś innego. Subtelnej, delikatnej jak na przykład Alison. – zagiął mnie. Justin zauroczony w Alison? To coś nowego.
- Nie chcesz zmienić osoby w swym zacnym planie? Ja odstąpię tej dziewczynie miejsca.
- Nie to tego akurat potrzebna jesteś mi Ty. Lepiej dogadasz się z nimi. – skinęłam głową. Nie umiałam go rozgryźć. Był zagadką.
- W to akurat nie wątpię. Wątpię w nasze relację.
- Tak? – mimowolnie wstał od stołu. Co kombinował? Nie mam pojęcia.
Zbliżając się do mnie wyciągnął dłoń. Niepewnie chwyciłam za nią, lecz nieświadoma czynów przełknęłam ślinę. Pociągnął mnie w stronę salonu, gdzie na kinie domowym puścił muzykę. Pierwsze takty rozbrzmiewały spokojnie, a szatyn zakręcił mną wokół mej osi.
Przyciągnął mnie bliżej swego ciała układając swą jedną dłoń na mym biodrze, a druga usztywniał nasze dłonie zgięte w łokciach. Tańczyliśmy po całym salonie,  a śmiechów nie zabrakło.  
Opadając  zmęczona na fotel nabrałam powietrza do płuc. Co to było?
- Wymęczyłeś mnie – roześmiałam się na co szatyn przyciszył muzykę.
- Ciesz się, że tylko w ten sposób Cię „wymęczyłem” – co za dupek. Wywróciłam teatralnie tęczówkami nie zważając na jego słowa – Tylko żartowałem – dodał widząc mą reakcję.
- Nawet sobie nie wyobrażaj, że moglibyśmy skończyć w łóżku – prychnęłam zdenerwowana.
- Holly za kogo mnie uważasz? Potrzebuję Cię tylko w kilku kwestiach. Nie podobasz mi się na tyle, abym spragniony pożądał Twe ciało. – był naprawdę szczery, lecz jego słowa mi nie robiły przykrości. Wręcz przeciwnie.. Wolałam, aby nasz układ skończył się bez jakichkolwiek konsekwencji. A to, że nie interesujemy się sobą w szczególny sposób tylko mnie utwierdzało w przekonaniu, że może to być świetna zabawa.
- Chyba się nie obraziłaś za to co powiedziałem? – złapał mnie za dłoń.
- Nie, oczywiście, że nie. – wychrypiałam z powagą.
- Bardzo dobrze. Chcę tylko Twego towarzystwa wśród bliskich. – uśmiechnął się. Pierwszy raz dostrzegłam ten szczery uśmiech. – W takim razie obgadajmy kilka kwestii.
- Boisz się, że powiem coś niestosownego przy Twoich rodzicach?
- Chcę po prostu, aby to jakoś wyglądało. Więc jesteśmy ze sobą zaledwie miesiąc.
- Jestem w ciąży i musimy się pobrać – wyśmiałam go, a ten spoważniał – Justin wiem co mam mówić. Znamy się ze szkoły i bardzo się nienawidzimy, a to tylko pewien układ.
- Holly dorośnij. Znamy się ze szkoły, od początku bardzo się polubiliśmy, lecz dopiero od miesiąca tworzymy zakochaną parę ludzi, którzy chcą iść ze sobą przez świat.
- Jaki Ty jesteś romantyczny Bieber. – znów to zrobiłam. Znów się zaśmiałam. – Ale przyjęłam to do widomości panie władzo – wypięłam dumie pierś ku przodzie.
- Szybko się uczysz, lecz jeśli moja mama, by zawalała Cię pytaniami odpowiadaj z rozwagą i choć z odrobiną zgodności faktów.
- Nie musisz mnie pouczać. Wiele razy miałam rodzinne kolacje.
- Każdy chcę tylko z Toba układów? Nie dziwie się – tym razem On się zaśmiał.
- Jesteś chamski, uważaj, abym się przypadkiem nie wycofała – zdenerwowana spojrzałam na niego – Chodziło mi o spotkania z rodziną z moimi byłymi chłopakami palancie – dodałam.
- Ah.. Jak Ty mnie uwielbiasz mała.
- Uwielbieniem bym tego nie nazwała, ale jak sobie wolisz duży – wypuściłam powietrze z ust przyglądając się zegarowi na ścianie. Dochodziła 19, a więc najwyższy czas zbierać się do domu.
- Na mnie już czas. – podniosłam się z kanapy zarzucając na siebie szalik i kurtkę. – Dziękuje za pyszne jedzenie i taniec – zaśmiałam się.
- Podwiozę Cię – nie protestowałam. Kawałek do swego domu miałam, a to On mnie tutaj ściągnął. Byłam tylko ciekawa czy prywatne sprawy taki stażysta może wykorzystywać przez służbę. Coś mi się wydaje, że nie, lecz jego pomysł był szalony.  

- Dzięki za podwózkę – zawahałam się przez moment – do zobaczenia.
- Może przestudiujemy w końcu pożegnanie? Zakochane pary nie odchodzą bez pożegnań.
- Nie jesteśmy zakochani, a już na pewno nie parą. Zejdź na ziemię kochaniutki – wystawiłam w jego stronę koniuszek języka śmiejąc się radośnie.
- Nie zaprosisz mnie do środka?
- Nie tym razem, pa – próbowałam wyjść z samochodu, gdy nagle przed swą osobą ujrzałam sylwetkę mego ojca. Tego jeszcze mi tutaj brakowało. Mięśnie w mym ciele się napięły, a ręce zadrżały.
- Zejdź mi z drogi. Chcę wrócić do domu.
- Musimy porozmawiać.
- Nie zauważyłeś tego, że nie chcę z Tobą rozmawiać – krzyknęłam. Byłam zdenerwowana. Nie chciałam słuchać znów tych samych bajek. Znałam je na pamięć.
- Holly – chłopak wysiadł z samochodu przyglądając się w naszą stronę – Jakiś problem?
- Nie, możesz już odjechać.
- Bieber? – głos mego ojca rozniósł się po mych myślach. Znają się? 




~♦~

                                                         CZYTAM = KOMENTUJĘ. 

Jeśli ktokolwiek chce być informowany o kolejnych rozdziałach proszę wpisywać się w "księgę gości".. 



4 komentarze:

  1. zmień wszystkie "me, swe, twe" na twoje, moje, swoje. Bo to aż w oczy kłuje, naprawdę. Poza tym wszystko świetnie, pomijając błędy. Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Brak uwag, ten rozdział był genialny aww *.*
    Czekam na więcej <33
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    /L

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny ! :) Czekam na nn ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. oprócz drobnych błędów jest naprawdę dobrze ♥
    czekam na nn ♥
    zapraszam do mnie xx
    http://fuck-everything-im-belieber.bloblo.pl/

    OdpowiedzUsuń