wtorek, 27 stycznia 2015

5


Czekałam w spokoju na przebieg wydarzeń, które czekały mnie, gdy tylko opuszczę auto policyjne. Nie bałam się. Przecież tak naprawdę nie miałam czego, aczkolwiek najgorszą z mych ostatnich decyzji było zaufanie Bieberowi. Że nie przyszło mi na myśl, by go sprawdzić. Teraz nie masz co się dziwić dlaczego go nienawidzę. Wzdychając cichutko pod noskiem oparłam głowę o szybę błądząc w myślach. Czekałam na ten moment, że przyniesie mi kłopotów, lecz nie wiedziałam, że wykorzysta moją naiwność w sprawach prawnych.
Był tak dobitnie bezczelny..
A ja naiwna nie wpadłam nawet na codzienny fakt, iż chłopak może coś wywinąć. Przecież mogłam się po nim tego spodziewać. Był zwykłym tchórzem nic nieznaczącym w dzisiejszej społeczności. Umywał się do facetów, którzy potrafili nieść spokojnie życie bez uprzykrzania go innym.

Przecież jesteś dokładnie tak samo perfidnie podła jak On sam.

Nie mierz mnie miarą tego potwora. Ja przynajmniej mam w sobie odrobinę skruchy i wiem w którym momencie mam się wycofać. Nie jestem na tyle beznadziejna, by, aż tak wdrążyć się w świat osoby, która nawet tego nie chce dobrowolnie. Potrafię wyczuć moment, w którym powinnam odejść.A on?
On nawet nie rozróżniał dobroci swych od wspólnych. A tego przeżyć nie mogłam najbardziej. Próbował tylko mnie wykorzystać, lecz dostrzegłam wszelkie jego uczynki szybciej niż mu się wydawało i za nim całkowicie ta przygoda się rozpoczęła.
- Czy komisariat nie jest w zupełnie innym kierunku? – nie mogłam już wytrzymać. Byłam ciekawa gdzie mnie zabierają. Przecież w każdej chwili może stać mi się krzywda. – Huh?
- Za pięć minut będziemy na miejscu – wiele mi nie pomógł. Cierpliwość przybierała zenitu. Musiałam dowiedzieć  się co tak naprawdę planuje dwójka mężczyzn. Co jeśli to porwanie, a Oni wcale nie są policjantami? Nie mogłam niczego wykluczyć, aż do momentu, w którym odnalazłam się na ulicy na obrzeżach miasta.
Mężczyzna otworzył mi drzwi samochodu pomagając mi przy tym wysiąść, lecz przyglądając się okolicy mogłabym tam zostać. Chciałam uniknąć nieprzyjemności.  
Zaplanował to. Jak śmiał..
- Wejdziesz czy zamierasz tak tutaj stać? – natarczywie przyglądał się dosłownie każdemu ruchowi. Krępował mnie. Jego wzrok mnie zawstydzał.
- Dlaczego kazałeś im mnie tutaj przywieźć? – westchnęłam. – myślałam, że wszystko wyjaśniliśmy, a ja po szkole będę mogła spędzić czas w domu.
- Przepraszam, że popsułem Ci Twe jakże cudowne zajęcia. Chciałem Cię zobaczyć. – wyciągnął dłoń w mym kierunku nie odwracając choć na chwilę wzroku. – Musiałem.
Przeszłam obojętnie tuż przy jego geście i omijając go wywróciłam tęczówkami. Nie mogłam nadal zrozumieć w co ten chłopak sobie pogrywał.
- Skąd pewność, że ja chciałam zobaczyć Ciebie? Wszystko nie kręci się wokół Twej osoby.
- Ćśś.. Choć raz nie zaczynajmy.  Chcę tylko te popołudnie spędzić w miłym towarzystwie, nic więcej. Pozwól mi – z każdą chwilą niechęć do niego wzrastała. Tak bardzo próbował wywrócić me życie do góry nogami, lecz zupełnie nie dostrzegałam w jakim celu. Co próbował tym zyskać..
- Nie dość, że dziś będę musiała przebywać w Twym lichym towarzystwie, to jeszcze jutro znów lecz dodatkowo z Twą rodziną? – skinął głową szyderczo się szczerząc. Był nie do zniesienia.
- Nie musisz przy mnie udawać Holly. Wiem, że wewnątrz Ciebie kryje się zupełnie inna dziewczyna. Nie jesteśmy już w szkole tutaj możesz ochłonąć.
- Dlaczego tak bardzo próbujesz wmówić, że tak bardzo dużo o mnie wiesz, gdy Twoje informacje o mej osobie kończą się na nazwisku.
- Mylisz się – zbliżył się do mnie.  – Wiem, że wychowuję Cię już tylko mama o którą dbasz i opiekujesz się jak najlepiej potrafisz. Nie każdy zachowałby się tak jak Ty, uwierz.
- Nie zaskoczyłeś mnie. O tym wie cała szkoła, więc Tobie też to nie uciekło.
- A czy szkoła wie, że w wieku dwunastu lat straciłaś bardzo ważną osobę? – złamał mnie, lecz skąd wiedział? Nikt, ale to nikt z tego miasteczka nie miał tej informacji. Sprowadzając się tutaj, a właściwie uciekając od tamtego zdarzenia rozpoczęliśmy tutaj zupełnie nowe życie. Nikomu nawet nie wspomnieliśmy, by móc umieć sami żyć ze świadomością, że jeden członek z naszej rodziny nie żyje. 
Mój brat Kevin zginął w wypadku samochodowym. Zginął na miejscu, bez żadnych szans na przeżycie. Nie było dla niego ratunku. Dla mnie tym razem też nie. Wspomnienie w najgorszy sposób wróciło. Łzy zebrały się w kąciku mych oczu czekając na wypłynięcie.
- Wejdźmy do środka  - nie protestowałam. Tym razem pozwoliłam skorzystać sobie z jego gościnności. Potrzebowałam chwili ochłonięcia zanim wrócę do domu, gdzie czeka na mnie mama.
- Mogę wiedzieć skąd o tym wiesz? –po dłuższej ciszy zabrałam głos. Nie mogłam uwierzyć, że akurat osoba taka jak On mogłą o tym wiedzieć.
- Nie rozmawiajmy o tym.. Przyjdzie na to czas – nabrałam powietrza do płuc. Bawił się ze mną. Próbował trafić w mój czuły punkt. Udało mu się. Kevin był najsłabszym punktem w moim życiu. Nie lubiłam poruszać jego tematu z kimkolwiek. Było to dla mnie ciężkie.  Mimo, że miałam tylko dwanaście lat to strasznie przeżyłam jego śmierć.
- Ściągnąłeś mnie tutaj tylko po to, aby przysporzyć mi cierpienia? – milczał. No co z nim? Zawsze ma tyle do powiedzenia. – Chciałeś rozdrażnić moje rany?
- To nie tak. Chciałem, abyś w końcu zrozumiała, że nie jestem Twoim wrogiem. Nie chcę na siłę zmuszać Cię do tego układu.
- I jak powiesz, że wiesz o mym bracie od razu myślisz, że będziesz mym przyjacielem? W co Ty ze mną grasz?
- W nic nie gram. Chcę Ci udowodnić, że nie musisz być przy mnie tą samą osobą co w szkole. Nie musisz się obawiać, że Cię obsmaruję do pierwszej lepszej osoby.
- Czemu w ogóle to robisz? Czemu wybrałeś akurat mnie?
- Lubię ryzykować. Wydałaś mi się najlepszą dziewczyną do tego, by zawalczyć z samym sobą. Wiem, że będziesz wyzwaniem.
- Tylko dlaczego musiałeś zasugerować mi ten układ?
- A czy umówiłabyś się ze mną, gdyby nie sprawa na policji i ten cholernie idealny układ? – zaśmiałam się. Jasne, że nie. – Nawet nie spróbowałabyś – dodał. Masz całkowitą rację. Pewnie nie, a raczej na pewno.
- Skąd miałeś pewność, że bym się zgodziła?
- Byłaś tak bardzo zdesperowana i zagubiona. Przekonanie Ciebie nie było żadnym wyczynem.
- A więc w każdej chwili mogę zrezygnować?
- Nie, bo wtedy poniesiesz konsekwencję za kradzież. – westchnęłam. Był zbyt pewny siebie, a ja nie mogłam tego znieść.  Bawił się w kotka i myszkę.  – Chodź, przygotowałem dla nas jedzenie. – milczałam. Nie potrafiłam wcale go rozgryźć, a nawet na obecną chwilę nie starałam się tego robić. Wszystko było mi jedno. Myślami byłam przy Kevinie. Przy przeszłości i wspomnieniach.
- Holly – nadal nic. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę – Spójrz na mnie – wychrypiał z nutką niecierpliwości. – Nie chciałem Cię urazić.
- Ale jednak to zrobiłeś. Próbujesz mnie zniszczyć tak? To zemsta za wszystkie docinki i żarty przez ostatni rok? – patrzyłam się na niego w tak perfidny sposób w jaki On lubił patrzeć na mnie.
- Nie, nie jestem taki jak wy wszyscy.  – znów sumienie się odezwało. Najchętniej wymazałabym całą swoją przeszłość. Nie chciałam być chamska dla nich wszystkich.  Nie sprawiało mi to przyjemności. Po prostu otoczenie potrafiło na mnie wpłynąć.  Taka już byłam. Strasznie naiwna.
- Chciałem tylko spędzić miło czas, by móc opracować to co będziemy mówić jutro rodzicom, ale widzę, że jesteś jeszcze gorszą sztuką niż sądziłem. – pokiwałam kilkakrotnie głową nie mogąc uwierzyć w jego słowa i siadając w końcu przy stole, gdzie wszystko było rozstawione spojrzałam na szatyna.
- Dobrze. Omówimy wszystko na spokojnie przy tym pysznym jedzeniu, bo szczerze to jestem okropnie głodna. – zapach pięknie wyglądających potraf wywoływał apetyt. Nakładałam sobie wszystkie po trochu, by móc spróbować kuchnię samego Justina Biebera, bądź jego mamy.
- Sam to wszystko przygotowałeś?
- No widzisz mam ukryte talenty, a to jeden z nich – posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam go. Postanowiłam dać mu przez moment odetchnąć. Nie krzyczałam, nie wytykałam błędów, ani nawet o nic nie dopytywałam. Po prostu w ciszy spożywałam posiłek.  – A Ty? Jakie posiadasz talenty?
- Ja? Nie posiadam ani jednego.
- Na pewno nie księżniczko – dźgnął widelcem ziemniaka obserwując mnie.  Jego głos był poważny. Mówiący „wiem o Tobie wszystko” – Co z pasją której tak poświęcałaś wiele uwagi? Co z tańcem?
- Czy przypadkiem nie śledzisz mego życiorysu zbyt doszczętnie?
- Wiesz.. Słyszałem od kilku pewnych osób o Tobie. Nie da się ukryć, ale w szkole znają Cię. Wiedzą o każdym życiowym błędzie.. Pewnie miał rację. Większość czekała na powinięcie mej nogi.
- Od dawna interesujesz się mą osobą? – włożyłam do ust kawałek sałatki. Byłam zaintrygowana postawą chłopaka, lecz przerażał mnie sam fakt, że tak wiele o mnie wiedział.
- Czy moja odpowiedź odmieni coś w tych relacjach?
- Nie odwracaj kota ogonem. – westchnęłam pod nosem zanurzając oczy w jedzeniu. Towarzystwo szatyna wywoływało u mnie więcej negatywnych napięć. Nie umiałam dać szansy tej znajomości, bądź nie chciałam ze względu na jego status w szkole. 
Nie chciałam po prostu widywać  takiego dziwaka..
- Holly czemu nie spróbujesz? – zadrwiłam. – Nie spróbujesz otworzyć się na tę znajomość?
- Jeśli za kimś nie przepadasz to logiczne, że nawet nie będziesz próbował odnaleźć wspólnego języka. Przynajmniej ja tak mam.
- Ale Ty masz swe odgórne założenia. Wcale mogę okazać się innym facetem niż sądzisz.
- Nie przekonuj mnie słowami, bo tym bardziej Ci to nie wyjdzie.
- A więc  jest nadzieja? – A była? Sama nie potrafiłam tego określić. Mama zawsze powtarzała, że każdy ma wady i zalety, aczkolwiek każdy zasługuje na naszą uwagę. Nie możemy przechodzić przy kimś obojętnie, bo w końcu my zatęsknimy.
- Nie potrafię odpowiedzieć Ci na te pytanie. Lepiej nie poruszajmy już nigdy tego. Wykonajmy idealnie Twój plan i rozejdźmy się w swe strony.
- Skąd wiesz, że się nie zakochasz? – mimowolnie wyplułam wodę, którą właśnie piłam. Zaskoczył mnie. Jego pytanie mnie wryło.
- Zakochać się w Tobie?  
- Powiedziałem to niezrozumiale? – dupek.
- No cóż nie martw się o to. Nigdy do tego nie dojdzie. Nie jesteś w mym typie. – wypuścił powietrze ze swych ust. Zdezorientowana spojrzałam na niego.
- Świetnie się składa, nie chcę problemów z zakochaną pannicą. – przełknęłam ślinę. Jego słowa czasami potrafiły sprowadzić mnie do wybujałego świata. Potrafił sprawić słowami, że zatapiałam się w własnym scenariuszu myśli.
- Skąd możesz mieć pewność, że nie polegniesz pierwszy?
- Nie wierzę w miłość, a już na pewno nie z taką kobietą jaką jesteś Ty. Ja szukam zupełnie czegoś innego. Subtelnej, delikatnej jak na przykład Alison. – zagiął mnie. Justin zauroczony w Alison? To coś nowego.
- Nie chcesz zmienić osoby w swym zacnym planie? Ja odstąpię tej dziewczynie miejsca.
- Nie to tego akurat potrzebna jesteś mi Ty. Lepiej dogadasz się z nimi. – skinęłam głową. Nie umiałam go rozgryźć. Był zagadką.
- W to akurat nie wątpię. Wątpię w nasze relację.
- Tak? – mimowolnie wstał od stołu. Co kombinował? Nie mam pojęcia.
Zbliżając się do mnie wyciągnął dłoń. Niepewnie chwyciłam za nią, lecz nieświadoma czynów przełknęłam ślinę. Pociągnął mnie w stronę salonu, gdzie na kinie domowym puścił muzykę. Pierwsze takty rozbrzmiewały spokojnie, a szatyn zakręcił mną wokół mej osi.
Przyciągnął mnie bliżej swego ciała układając swą jedną dłoń na mym biodrze, a druga usztywniał nasze dłonie zgięte w łokciach. Tańczyliśmy po całym salonie,  a śmiechów nie zabrakło.  
Opadając  zmęczona na fotel nabrałam powietrza do płuc. Co to było?
- Wymęczyłeś mnie – roześmiałam się na co szatyn przyciszył muzykę.
- Ciesz się, że tylko w ten sposób Cię „wymęczyłem” – co za dupek. Wywróciłam teatralnie tęczówkami nie zważając na jego słowa – Tylko żartowałem – dodał widząc mą reakcję.
- Nawet sobie nie wyobrażaj, że moglibyśmy skończyć w łóżku – prychnęłam zdenerwowana.
- Holly za kogo mnie uważasz? Potrzebuję Cię tylko w kilku kwestiach. Nie podobasz mi się na tyle, abym spragniony pożądał Twe ciało. – był naprawdę szczery, lecz jego słowa mi nie robiły przykrości. Wręcz przeciwnie.. Wolałam, aby nasz układ skończył się bez jakichkolwiek konsekwencji. A to, że nie interesujemy się sobą w szczególny sposób tylko mnie utwierdzało w przekonaniu, że może to być świetna zabawa.
- Chyba się nie obraziłaś za to co powiedziałem? – złapał mnie za dłoń.
- Nie, oczywiście, że nie. – wychrypiałam z powagą.
- Bardzo dobrze. Chcę tylko Twego towarzystwa wśród bliskich. – uśmiechnął się. Pierwszy raz dostrzegłam ten szczery uśmiech. – W takim razie obgadajmy kilka kwestii.
- Boisz się, że powiem coś niestosownego przy Twoich rodzicach?
- Chcę po prostu, aby to jakoś wyglądało. Więc jesteśmy ze sobą zaledwie miesiąc.
- Jestem w ciąży i musimy się pobrać – wyśmiałam go, a ten spoważniał – Justin wiem co mam mówić. Znamy się ze szkoły i bardzo się nienawidzimy, a to tylko pewien układ.
- Holly dorośnij. Znamy się ze szkoły, od początku bardzo się polubiliśmy, lecz dopiero od miesiąca tworzymy zakochaną parę ludzi, którzy chcą iść ze sobą przez świat.
- Jaki Ty jesteś romantyczny Bieber. – znów to zrobiłam. Znów się zaśmiałam. – Ale przyjęłam to do widomości panie władzo – wypięłam dumie pierś ku przodzie.
- Szybko się uczysz, lecz jeśli moja mama, by zawalała Cię pytaniami odpowiadaj z rozwagą i choć z odrobiną zgodności faktów.
- Nie musisz mnie pouczać. Wiele razy miałam rodzinne kolacje.
- Każdy chcę tylko z Toba układów? Nie dziwie się – tym razem On się zaśmiał.
- Jesteś chamski, uważaj, abym się przypadkiem nie wycofała – zdenerwowana spojrzałam na niego – Chodziło mi o spotkania z rodziną z moimi byłymi chłopakami palancie – dodałam.
- Ah.. Jak Ty mnie uwielbiasz mała.
- Uwielbieniem bym tego nie nazwała, ale jak sobie wolisz duży – wypuściłam powietrze z ust przyglądając się zegarowi na ścianie. Dochodziła 19, a więc najwyższy czas zbierać się do domu.
- Na mnie już czas. – podniosłam się z kanapy zarzucając na siebie szalik i kurtkę. – Dziękuje za pyszne jedzenie i taniec – zaśmiałam się.
- Podwiozę Cię – nie protestowałam. Kawałek do swego domu miałam, a to On mnie tutaj ściągnął. Byłam tylko ciekawa czy prywatne sprawy taki stażysta może wykorzystywać przez służbę. Coś mi się wydaje, że nie, lecz jego pomysł był szalony.  

- Dzięki za podwózkę – zawahałam się przez moment – do zobaczenia.
- Może przestudiujemy w końcu pożegnanie? Zakochane pary nie odchodzą bez pożegnań.
- Nie jesteśmy zakochani, a już na pewno nie parą. Zejdź na ziemię kochaniutki – wystawiłam w jego stronę koniuszek języka śmiejąc się radośnie.
- Nie zaprosisz mnie do środka?
- Nie tym razem, pa – próbowałam wyjść z samochodu, gdy nagle przed swą osobą ujrzałam sylwetkę mego ojca. Tego jeszcze mi tutaj brakowało. Mięśnie w mym ciele się napięły, a ręce zadrżały.
- Zejdź mi z drogi. Chcę wrócić do domu.
- Musimy porozmawiać.
- Nie zauważyłeś tego, że nie chcę z Tobą rozmawiać – krzyknęłam. Byłam zdenerwowana. Nie chciałam słuchać znów tych samych bajek. Znałam je na pamięć.
- Holly – chłopak wysiadł z samochodu przyglądając się w naszą stronę – Jakiś problem?
- Nie, możesz już odjechać.
- Bieber? – głos mego ojca rozniósł się po mych myślach. Znają się? 




~♦~

                                                         CZYTAM = KOMENTUJĘ. 

Jeśli ktokolwiek chce być informowany o kolejnych rozdziałach proszę wpisywać się w "księgę gości".. 



niedziela, 25 stycznia 2015

4


- Zawszę dostaję tego czego chcę. - same słowa wywołały wstręt, a dotyk mimowolnie obrzydzenie każdej partii.
- Odsuń się. 
- Nie tym razem maleńka - przełknęłam głośno ślinę czując jego silne dłonie na mych ramionach. Ciało zesztywniało, a oczy zamgliły. Znalazłam się w punkcie bez wyjścia. Bez rozwiązania. Zwykła kradzież przysporzyła mi tylu problemów. Przysporzyła mi jego osobę. Jego dotyk mnie odrzucał. Całą swą osobą wywoływał nieprzyjemne dreszcze.  
- Proszę pozwól mi odejść. 
- Wszystkie tego chcecie 
- Nie jestem te wszystkie. 
- I dlatego jesteś taka wyjątkowa. - mokre ślady, które zostawiał na mej szyi po swych ustach paraliżowały mnie. Nie chciałam tego. Byłam taka głupia. Co ja sobie myślałam? Że nic mnie nie spotka? To tylko te najgorsze rzeczy mi się przytrafiają. Pieprzona karma powraca do wszystkich. Wiem. Wiem, że byłam perfidna i szydziłam, ze wszystkich, ale to już przeszłość. Już taka nie jestem. Już wystarczająco odpokutowałam za swe czyny. 
- Bieber nie! - przeraźliwy jęk wydobył się z mych ust w momencie, gdy chłopak odpinał guziki od mej koszuli. Próbowałam się wyrwać, próbowałam go z siebie zepchnąć, ale to na nic - On był silniejszy. Krzyk? Też tego próbowałam. Nikt mnie nie usłyszał. Nikogo nawet pewnie nie było w pobliżu, ale nie mogłam tak pozwolić mu się dotknąć do najcenniejszego co mam. Nie tak. Nie tak sobie wyobrażałam swój pierwszy raz. Na pewno nie z nim. 
Pierwsze krople słonych łez wypłynęły z mych oczu. Bałam się. Cholernie się bałam. 
- Justin błagam przestań - znów krzyknęłam. Tym razem na tyle głośno by zorientować się, że to tylko sen.
Szybkie parę wdechów i zorientowałam się, że jestem w swym pokoju w którym totalnie panuje półmrok. Odetchnęłam z ulgą, lecz mimowolnie przypomniał mi się układ, który zaproponował mi chłopak na komisariacie. Byłam w punkcie wyjścia. Nie radziłam sobie ze świadomością do której musiałam dopuścić swe myśli. Co jeśli pójdzie zupełnie inaczej po mej myśli. Nie mogę ulec.


Holly co Ty wyprawiasz?

Odezwał się mimowolnie głos w mej głowie. Wielka gonitwa przyozdobienia sobie teraźniejszości niszczyła mnie od środka. Co robiłam? Brnęłam w najgorsze kłamstwa, w najgorsze złudzenia jakie do tej pory potrafiłam sobie przysporzyć. Zupełnie inny bieg w ruinach po rzeczywistość, a argumentów i rozwiązań nadal brak. Nić zakleszczająca się wśród najciemniejszych scenariuszy mych myśli dociskała mnie do muru pozbawienia woli. Gonitwa do marzeń musiała zjechać z toru, by zająć się tym co sobie obiecałam, aczkolwiek czy to najlepsze rozwiązanie, by zwyciężyć z samą sobą? Nie potrafiłam dobitnie tego strzelić choć to tylko niewinne przestępstwo, które doprowadziło mnie do zguby. Największa kara, za którą musiałam srogo zapłacić, lecz czemu nie odebrać planu wyjścia jako przyjemność? Czemu nie zgłębić tajemnicy jego własnej osoby jak zainteresowanie w dobrej wierze.

Jesteś głupia. Wiesz przecież, że ten chłopak nie jest wart Twej uwagi. 

Znów to samo. Znów ten cholernie przesiąknięty nienawiścią głos. Nie chciałam taka być. Nie chciałam już bawić się w tę grę po zwycięstwo. Potrzebowałam nasycenia szczęścia wśród prawdziwej codzienności.

Nie możesz pozwolić, by Cię omotano.

Przestań wreszcie. Nie chcę słuchać tego szczerstwa. Nadal jestem tą dziewczyną z przed kilku miesięcy. Nadal potrafię zawalczyć o swoje i taki Justin Bieber nie jest w stanie mnie złamać. To oddzielny świat. Inny pionek w mym świecie z którym doskonale sobie poradzę i nawet teraz stojąc tuż przed jego domem, gdzie byliśmy umówieni na dziś zaciskam mocno pięści, by nie dać upustom emocji.
- Cześć Holly. - drzwi jego domu otworzyły się po dokładnie minucie. Przenikliwe spojrzenie, naparcie na oddech słów i garstka wspomnień minionego wieczoru.
- Hej. - chwila grobowej ciszy, aż nagle jego stanowczy ton.
- Przemyślałaś?
- Posłuchaj mnie..
- Wiesz, że bardzo zależy mi na tym. - wypuściłam nagle powietrze z ust. Ile jeszcze zniosę?
- Mam wątpliwości.
- Pomożesz zarówno sobie samej jak i mi, więc czemu zwlekać?
- Mam tylko parę pytań.
- Słucham księżniczko.
- Czy muszę zawsze przypisywać sobie Twe zachcianki?
- W pewnym stopniu.
- Co oznacza " w pewnym stopniu"? - zacisnęłam usta.
- Przekonamy się jak spróbujesz.
- Czemu akurat mnie sobie upodobałeś?
- Jesteś ambitną, atrakcyjną kobietą, więc?
- Ale zupełnie nic o mnie nie wiesz.
- Wiem na tyle dużo, abyś mi się przydała do mych zamiarów.
- Dlaczego akurat tak podchodzisz do tego?
- Czemu nie mogę po prostu znaleźć prawdziwej dziewczyny? - skinęłam głową przez moment próbując go wysłuchać i zrozumieć. - Bo miłość w tych czasach nie istnieje moja panno - dodał.
- Więc po co miałaby być teraz ta szopka?
- Mam w tym swój pewien interes.
- Ale wydaje mi się, że płacąc jakiejś dziewczynie zrobiłaby to o wiele lepiej.
- Nie muszę wydawać niepotrzebnie oszczędności, gdy mam Ciebie.
- A co jeśli zawiodę?
- Razem sobie poradzimy. - Ugh.. Sama nie wiedziałam. Niby to dało by mi czystą kartę. Uwolniłabym się ze świta przestępstw i w jakikolwiek sposób zrobiłabym dobry uczynek. Nie na co dzien pomagam ludziom.
- Od kiedy mielibyśmy zacząć?
- Od teraz - dostojna postawa szatyna i uśmiech ukazujący jego błyszczące perełki. Nie byłam przekonana, ale jak myślicie co zrobiłam? Macie racje. Zgodziłam się.
- A co jeśli nie spodobam się Twoim rodzicom?
- Nie martw się o to. Opowiadam już o Tobie od kilku miesięcy.
- Od kilku miesięcy?
- Cóż podniecenie nie wybiera kochanie.
- Interesowałam Cię już od dłuższego czasu?
- Ani nie zaprzeczę, ani nie potwierdzę.
- Myślałam, że nie interesują Cię kobiety. - jego ironiczny śmiech przeszył me ciało.
- Myślałaś, że jestem gejem? - nie uniosłam wzroku na niego. Nie odezwałam się. Po prostu milczałam. Wtedy On uniósł delikatnie mój podbródek ku górze tm samym sprawiając, że ujrzałam przepływ radości w jego oczach.
- I uważasz tak jak wszyscy, że jestem pizdą i nie miałem nawet dziewczyny?
- T.. Tak. - znów ten śmiech.
- Wszyscy tak naprawdę nic nie wiecie.. Ale to lepiej. Nie lubię, gdy się o mnie mówi.
- Wolisz zostać na uboczu?
- Tak mi lepiej.
- Czemu nie pozwalasz się zbliżyć nikomu?
- Nikt nie jest tego wart.
- Wolisz być sam?
- Nie jestem sam. Teraz dodatkowo będę miał Ciebie.
- Ale nie na wyłączność.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- A co ze szkołą?
- Nadal będziemy przecież do niej uczęszczać.
- Mówię o relacjach w szkole, będziemy udawać dalej, że się nie znamy? - błagam. Błagam powiedz tak. Nie chcę się tam z Tobą pokazywać. Nie zniosę tego upokorzenia.
- Boisz się reakcji innych?
- Tak.
- A więc pokazywać się tam będziemy razem.
- Czemu chcesz mi tak dopiec?
- Chcę Ci uświadomić, żebyś w końcu zeszła na ziemię i przestać się wywyższać.
- Uważasz, że się wywyższam? - pisnęłam.
- A tak nie jest? Lubisz być ponad wszystkimi.
- Powtarzam znów, że nic o mnie nie wiesz.
- Wiele na swe oczy widziałem.
- Spędziłeś ze mną chociaż odrobinę czasu, aby wyczuć jaka jestem naprawdę i co skrywam w środku? Nie więc nie waż się mówić więcej o mej osobie w taki sposób.
- Nie gniewaj się za prawdę.
- Mam Cię dość. - opadłam na kanapę w jego mieszkaniu. Wkurzał mnie. Jego zachowanie i słowa strasznie mnie irytowały. Żałowałam tego, że go poznałam. Że jakakolwiek droga nas doprowadziła do siebie.
- Nie stawiaj mnie w złym świetle.
- Ty mnie tylko razisz bystrą żarówką tego światła.
- Bo na to zasługujesz.
- Ten plan chyba nie ma sensu. Nie wyjdzie nam to.
- Czemu te sprzeczne myśli? Przecież świetnie potrafisz grać.
- Jesteś bezczelny.
- Takie jest już życie mała. - zastanawiasz się czemu tak po prostu nie zostawię go w tym mieszkaniu i zakończę wszystko zanim się zaczęło? Po prostu sumienie podpowiada, że muszę wywiązać się z danego słowa, by mieć je czyste. To będzie początek mej przemiany, a właściwie wtedy tak myślałam.
- Powinnam już pójść.
- W takim razie do zobaczenia jutro. Przyjadę po Ciebie o ósmej byśmy razem mogli jechać do szkoły. - nabrałam powietrza do płuc mrucząc pod nosem ciche "dobrze"
- A gdzie buziak na pożegnanie? - wychrypiał.
- Nie w tym życiu Bieber.
- Przyzwyczaj się również do tego. - przyciągnął mnie do siebie stykając nasze ciała. Zniszczył barierę mej przestrzeni w perfidnie szybki sposób.
- Nie było o tym mowy.
- Myślałem, że jesteś bystrzejszą dziewczynką - odgarniając kosmyk mych włosów za ucho delikatnie ucałował moje czoło. Mięśnie się napięły, a kolana ugięły. Dlaczego? Nigdy nie lubiłam czyjegoś dotyku, ani bliskości, a On rujnował każdą przeszkodę i zasadę. Był przebieglejszy niż sądziłam.
- Cześć Justin.

Zgodziłam się? Naprawdę to zrobiłam? Richard jesteś taka naiwna i bezmyślna. Nic szczególnego na Ciebie nie miał. Dobry prawnik na pstryknięcie palcem wyswobodził by Cię z tej pułapki. Co Cię podkusiło? Bieber czy świetna rozrywka dla ukojenia myśli?
Bieber? Nie. Jego osoba przyprawia mnie o dreszcze. Raczej chciałam pokazać wszystkim, że ja też potrafię pomagać ludziom. A ten układ był po prostu korzyścią dla niego, wiec czemu nie? To tylko kilka spotkań, a które może ucieszyć zaledwie garstkę osób. To tania gra przy której mogę się świetnie bawić, choć jeszcze wcale nie odczuwałam żadnej frajdy. Na razie tylko On trzymał mnie w garści, lecz odpłacę mu się za nadobne. Nie przejdzie mu to tak łatwo. Na pewno nie. Nie tym razem. Chce zawrzeć bliską znajomość z Holly Richard? Pozna też jej gorszą stronę realii, którą nie każdy potrafi znieść.
Okaże się ile jest w stanie wytrzymać i czy przypadkiem pierwszy nie zrezygnuję. Ja nie poddam się choćby nie wiem ile nieprzyjemnych sytuacji wyrządził.

Słysząc dzwonek do drzwi automatycznie do nich podbiegłam. Była to Alison. Potrzebowałam jej. Potrzebowałam się wygadać. Wyrzucić to z siebie. A rozmowa z przyjaciółką była najlepszym rozwiązaniem.
- A więc Holly o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Proszę tylko nie osądzaj mnie źle, pogubiłam się po prostu. - Nabierając dużej ilości powietrza do płuc rozpoczęłam swój monolog. Opowiedziałam wszystko od zdarzenia z kradzieżą do samego spotkania dzisiejszego z Bieberem. Tak o beznadziejnym układzie również powiedziałam. Nie miałam przed nią tajemnic. Liczyłam na to, że dziewczyna postara się mnie zrozumieć.
- Holly nie mogę w to uwierzyć. Nie chcę Cię pouczać, ani osądzać, ale masz takiego samego ipoda w domu.
- Wiem Ali, wiem. Sama nie mam pojęcia co mnie podkusiło. Zrobiłam ogromny błąd.
- To nie jest ważne, każdemu zdarzy się zboczyć z drogi. Co to za akcja z tym chłopakiem?
- Podpuścił mnie.
- Zgodzisz się?
- Już to zrobiłam.
- Nie musisz, nie może Cię do tego zmusić.
- Nie miałam wyjścia. - westchnęłam. - Te życie to wielkie gówno - dodałam.
- Ten układ jest nienormalny. Masz udawać jego dziewczynę przy jego rodzinie?
- I w szkole i wszędzie - rozpłakałam się. Emocje szarpiące moje ostatnie wydarzenie przybrały tempa, a ja byłam załamana. Musiałam z siebie wszystko wyrzucić.
- Wiesz jak będzie głośno o Tobie i o nim?
- Wiem i tego się boje.
- Przestań. Każdy pogada, aż się w końcu znudzi.
- Nie wyobrażam sobie tego.
- Ten chłopak jest największą ofiarą o jakiej mogłam słyszeć. Jeszcze jego wyimaginowane wydarzenia.
- To wszystko jest chore.
- Dlatego powinnaś to zakończyć. - powinnam. Zdaje sobie z tego sprawę, ale na obecną chwilę jest już za późno na rezygnację. Nikt nie może dowiedzieć się o tym co zrobiłam.
Dzień dla mnie szybko się zakończył. Przebieg zdarzeń mnie wykończył, a morfeusz szybko zabrał mnie do swej magicznej krainy snów.
Poranek był utrapieniem. Nie mogłam odnaleźć się we własnym domu. To tak jakbym... Jakbym była w nim pierwszy raz.
Pochłonięta myślami wczorajszego dnia błądziłam w szafie w przygotowaniu dla siebie dzisiejszej partii ubrań. Poszło mi to całkiem nieźle. Uwinęłam się w mgnieniu oka nawet z prysznicem po którym nogi automatycznie zaprowadziły mnie do kuchni, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem. Poprawiłam niesforny kosmyk moich włosów, który opadał mi na oko zastanawiając się jak dzisiejszy dzień będzie wyglądał. Justin jednak odpuści i.. może nie przyjedzie wcale po mnie. Odpowiadało by mi to. Krew, która wrzała na samą myśl o wtargnięciu do szkoły tuż przy jego osobie mogła poparzyć.
- Holly jakiś samochód podjechał pod dom.
- To po mnie. Dziękuje za śniadanie - ucałowałam policzek mojej rodzicielki zarzucając na swe ramie torbę z książkami. - Było pyszne, pa - wciągnęłam szybko na siebie obuwie oraz kurtkę z przeplatającym na szyi szalikiem i ruszyłam na spotkanie z diabłem. Z czystym wcieleniem zła.
Myliłam się. Wcale nie zrezygnował..
Nawet pewnie tego nie zamierzał, aczkolwiek nadal tkwiłam w utrapieniu jaki ma we wszystkim cel. Jakie korzyści kryją się pod wskazaną intrygą. Na spotkanie wyszedł mi przed samą bramę, a jak na dżentelmena przystało drzwi od samochodu otworzył mi sam. Z grzeczności podziękowałam. Byłam przecież mimo charakteru wychowaną kobietą. Jechaliśmy w ciszy. Nie przeszkadzała mi cisza, wręcz była mym błogosławieństwem. Móc na chwilę odetchnąć od niego jest wielką nagrodą.
Ups wywołałam wilka z lasu.
- Holly - nie umiałam wyczuć uczuć jakie w sobie skrywał na obecną chwilę, lecz jego poważny wyraz twarzy mógł dać wiele do zrozumienia - Czemu nie przepadasz za mną?
- Nikt nie powiedział, że w życiu jest lekko. - przyglądałam się obiektom za oknem będąc świadoma tego co mówię.
- I nawet nie spróbujesz otworzyć się na tę znajomość?
- Jeśli tylko nie będziesz mnie tak bardzo irytować jak do tej pory to kto wie - przejechałam koniuszkiem języka po dolnej wardze modląc się, aby jak najszybciej dojechać do szkoły.
- Irytuję Cię?
- Posłuchaj mnie. Jestem tylko tutaj z Tobą byś w końcu odpuścił sobie wszelkie chwyty na zdobycie mnie. Ja nie muszę Cię lubić. - od tej pory każde z nas milczało.
Nie mieliśmy być może odwagi na podjęcie dalszej rozmowy, która mogła skończyć się źle.
Dziękowałam niebiosom, gdy dojechaliśmy pod teren szkoły, lecz chcąc wysiąść chłopak przyciągnął mnie za nadgarstek sprawiając ponowne zetknięcie mojej dolnej części ciała z fotelem w jego samochodzie.
- Pamiętaj, że nie chcę robić Ci na przekór. To czysta pomoc przyjacielska - przeszywał mnie spojrzeniem na wskroś. - Czy mogę przytulić Cię na poprawę napiętej relacji? - dodał.
Jak miałam na to zareagować? Skinęłam głową na znak zgody.
Jego zapach mimowolnie trafił do mych nozdrzy, a uśmiech wkradł się na usta, gdy ten pocierał dłońmi o moje plecy. Nie przepadałam za bliskością dwóch ciał, ale wtedy pomyślałam, że szybciej będę mogła się zmyć. Tak też było. Wyswabadzając się po chwili z jego uścisku posłałam przelotne spojrzenie po czym opuściłam jego auto, a On tuż za mną.
Kilkaset par oczu zwrócone były akurat w naszym kierunku. Przełknęłam głośno ślinę dyskretnie obserwując każdego z osobna. Czułam pieczenie w środku całego ciała. Słyszałam już każdą plotkę, a to tylko ze względu na szatyna.
- Nie stój tak jak słup tylko lepiej idź do swych koleżanek.
- Dzięki - westchnęłam ciężko pod nosem wzrokiem wyłapując blondynkę bądź rudowłosą, lecz nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
Czułam tylko przenikliwe spojrzenia na swym drobnym ciele. To coś gorszego niż spotkanie z Bieberem.
- Cześć dziewczyny. - znalazłam je w końcu przy swych szafkach.
- Hej Em - kilka buziaków w policzek i ruszyłyśmy pod klasę w której mieliśmy zajęcia.
- Holly wiesz, że o Twym związku, aż huczy? - byłam tego świadoma. Przecież ta szkoła z plotek się wyróżniała, a taka dziewczyna jak ja ciągnęła za język każdego.
- Nie jestem w związku
- A Justin?
- Po prostu podwiózł mnie do szkoły, nic więcej.
- Carmen widziała jak Cię przytulał - jest za bardzo ciekawa. Ktoś w końcu mógł by ją przytemperować.
- Podziękowałam mu za podwózkę.
- Lubisz go?
- Emilly to tylko zwykła pomoc w drodze do szkoły.
- Przyznaj w końcu, że podoba Ci się.
- Nie, nie podoba.
- Tylko co On robił na Twej dzielnicy? Mieszka zupełnie w innej części miasta - dość pytań. Ona za dużo chce wiedzieć.
- Zabrał mnie już niedaleko szkoły.
- Dżentelmen, a raczej teraz zakochany dżentelmen.
- To, że mnie zabrał nie oznacza wielkiej miłości, opanuj się.
- To czemu On mówi wszystkim, że jesteście już ze sobą od jakiegoś czasu i bardzo się kochacie?
- Że co?
- No tak słyszałam już od kilku ludzi tę wiadomość.
- To tylko plotka, nie słuchaj ich - w co ten chłopak pogrywa. Czyżby za bardzo w czuł się w swą rolę? Nie mogłam pozwolić, aby za bardzo zniszczył mą reputację w tej szkole. Musiałam z nim porozmawiać, a  znalezienie jego osoby nie było trudne. Przeprosiłam dziewczyny komunikując, że zaraz wrócę i podeszłam do szatyna, który siedział na tyłach budynku.
- Bieber - warknęłam.
- Już się stęskniłaś za mną kochanie?
- W co Ty grasz?
- Co masz na myśli?
- Kochającą się para? - zadrwiłam.
- A tak nie jest?
- Nie. Nie wyobrażaj sobie za dużo.
- Chciałem, aby to wszystko było dość rzeczywiste.
- O czym Ty człowieku mówisz? Choćbyśmy nie wiem ile żyli w takim układzie to zawsze będzie fikcja.
- I to w zupełności wystarczy. Dziewczyna jak Ty nie jest odpowiednią osobę na kobietę mego życia.
- Więc czemu mnie wybrałeś? - zakpiłam ze złości. Jak śmiał mówić mi takie rzeczy.
- Uderzyłem w słaby punkt królewny? Przepraszam.
- Tak bardzo Cię nienawidzę.
- I co mam z tego powodu pogniewać się na Ciebie? - wywróciłam niedbale swoimi oczami. Co za cham. Był tak pospolitym dupkiem jakich było mało, a najgorsze jest to, że wcale bym się po nim tego nie spodziewała.
- Jutro moi rodzice zaprosili Cię na kolację - dodał.
- Nigdzie nie pójdę.
- Układ właśnie na tym się opiera. Nie dyskutuj i lepiej chodźmy już na lekcje.
Głośne westchniecie przed zamiarem przekroczenia progu szkolnego.
Szarpał mymi emocjami.
Robił to z taką łatwością, aczkolwiek nie byłam z tych, którzy poddają się na starcie. Poprawiając swoją koszulkę ruszyłam szkolnym, opustoszałym już korytarzem na matematykę do pani Colins.
Lekcje dzisiejszego dnia minęły mi naprawdę szybko. Nim się obejrzałam kończyłam już fizykę, która była mą ostatnią lekcją. Ucieszona opuściłam mury szkoły wraz z Alison z którą miałam spędzić dzisiejsze popołudnie. Wszystko było by świetnie, gdyby nie fakt, że w czasie drogi do mego domu przed samą pętlą zatrzymał się radiowóz policyjny.
Zadrżałam.
- Panna Holly Richard?
- Tak to ja, w czym mogę pomóc?
- Pojedzie pani z nami - wymowne spojrzenie z Alison i bezsilność doprowadziły mnie do samochodu dwóch policjantów. Myślałam, że wszystko mam już załatwione, lecz ten kretyn mnie ośmieszył. Byłam wściekła. Miałam ochotę krzyczeć, choć wcale mi to nie wypadało. Denerwowałam się. Lecz kiedy najbardziej?
Gdy zupełnie zboczyliśmy z drogi, a kierunek, który obrali sobie dwaj funkcjonariusze wcale nie prowadził na komisariat.



~♦~

Witam. Myślałam, że nieco lepiej pójdzie mi prowadzenie tego bloga, jednak znów miewam wątpliwości. Nie zawsze wychodzi nam wszystko to jak coś chcemy, aczkolwiek ja obiecałam, że rozpocznę Tę przygodę i doprowadzę ją do końca. Nie mogę się poddać, choć od początku jest coś nie tak. Może wszystko wróci do normy jak ustabilizuję akcję. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ! 

Dla Ciebie to kilka minut, a dla mnie dalsza motywacja!




piątek, 23 stycznia 2015

3.


~♦~
Ile byłam w stanie zrobić dla lepszej pozycji? Bardzo wiele. Przez ostatnie trzy miesiące poddawałam się zupełnie wszelkim kwestiom. Od barmanki do kelnerki. Pomysłów nie brakowało. Wykazać się musiałam, lecz na pewno nie w ten sposób w jaki moja mama by chciała, aby jej córka zarabiała. Byłam przystępna dla pomysłów Alison. Chciała mi pomóc. Praca w barze w którym spisała mi rewelacyjne recenzje utrzymywała mnie. Byłam jej cholernie wdzięczna, bo wiedziałam, że w jakiś sposób pomogę mamie. Lecz pieniędzy nadal było mi za mało. Wciąż mi czegoś brakowało. Brakowało mi tego beztroskiego życia wśród pieniędzy ojca. Być może jestem ogromną materialistką, ale jego dochód był mym przyjacielem od dzieciństwa. Nie narzekałam na brak finansowy, on wciąż był. Posypało się. Spłynęło do jednej skrzynki odłączając mnie od klucza. 



- Możesz odłożyć tego Ipoda - usłyszałam przeraźliwy głos mężczyzny. Tak przynajmniej mi się wydawało. Gdy odwróciłam się na pięcie ujrzałam faceta w mundurze. - Co z tym robisz? 
- Właśnie miałam za to płacić? 
- Oddalając się dwa metry od sklepu? Jest gdzieś tutaj ukryta kasa? - głośno przełknęłam ślinę. Holly jesteś taka głupia. Po co to ruszałaś. Masz w domu taki sam. Co Cię podkusiło. 
- Ugh.. Bo wie pan - nabrałam powietrza do płuc. 
- Opowiesz o tym na komisariacie, zapraszam. 
- Mam jechać suką? 
- Możesz dojeżdżać konia - roześmiał się jakiś przechodzień, zilustrowałam go chamskim wzrokiem wracając do dwóch policjantów. Byłam zmuszona pojechać z nimi. W końcu muszę zapłacić za swoje głupstwo. 

- Jeszcze musiałam trafić na Ciebie - opadłam bezsilnie na krzesełko w sali przesłuchiwań.
- Też się cieszę, że Cię widzę. - na sam jego głos wywróciłam teatralnie tęczówkami. Największe bagno w jakie się wkopałam. - Holly?
- Nie, Madonna. Co w ogóle tutaj robisz?
- Jestem na stażu.
- I musiałam trafić akurat na Ciebie? Chcę kogoś innego do przesłuchania.
- Nie bądź rozkapryszoną dziewczynką. Przydzielili mnie do Ciebie, więc pogódź się z tym. - wyjął plik białych kartek, na którym jak śmiem twierdzić będzie notował.
- Co robiłaś 20 grudnia 2014 roku?
- Poważnie?
- Jesteś na komisariacie, tu nie ma żartów - nie mogłam się powstrzymać. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem udając, że od teraz już biorę sobie sytuację na poważnie. 
- Obserwowałam Cię. Jak brałeś prysznic, jak w samym ręczniku przechadzałeś przez swój pokój. Masz naprawdę nieziemskie ciało. - przygryzłam ponętnie swoją dolną wargę nie odrywając ani na moment wzroku od chłopaka. On jednak odwrócił swój wzrok kręcąc się nerwowo na swym fotelu. 
- Pani Richard nie stroimy sobie żartów. - podparłam się na łokciach o biurko które nas dzieliło i przyglądając się jego twarzy uśmiechnęłam się. 
- Jesteś taki przystojny. 
- Nie spotkaliśmy się tutaj, aby musiała pani zmieniać bieliznę. 
- Dla Ciebie mogę ją zdjąć. - puściłam mu zalotnie oczko w duchu śmiejąc się. Był taki nieśmiały przy mnie. Jak pewnie przy każdej kobiecie. Czułam to. Czułam jego niepewność, a ja lubiłam wykorzystywać słabość innych. Zaistniałe sytuacje wyuczyły mnie po prostu tego. Nie umiałam się zmienić, a nawet nie chciałam. Odpowiadało mi, że byłam tą, która lubiła być w centrum uwagi, a która miała więcej pewności do siebie i innych niż nie jedna dziewczyna w naszej szkole. Lubiłam górować. 
- Jesteś jeszcze zabawniejsza niż w szkole.
- Ja po protu chcę już skończyć te śmieszne przesłuchanie.
- My go nawet nie zaczęliśmy.
- Więc mam pomysł panie władzo. Sam opiszesz piękną sytuację tak, gdybym ja ją opowiadała.
- W takim razie chcesz srogo odpowiedzieć za swoje wykroczenie?
- Co niby możecie mi zarzucić?
- Zagrożone jest karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
- Na pamięć już się tego nauczyłeś?
- Będziesz współpracować czy nie? - westchnęłam ciężko pod nosem układając sobie wszystko w całość. Byłam już znudzona tymi zdarzeniami. Było już późno, a jutro szkoła.
- To tylko ipod.
- Tylko czy nie tylko, ale dopuściłaś się przestępstwa, a o to już bym Cię nie oskarżył.
- Mam trudny okres w życiu, okej? - wysyczałam.
- Taka bogata panienka kradnie?
- Nie masz prawa mnie osądzać. Nie znasz mnie.
- Znam Cię lepiej niż przypuszczasz?
- Ze szkolnej gazetki?
- Nie koniecznie. Słyszałem wiele.
- Plotki zawsze nimi pozostaną. Nie sądziłam, że jestem chłopakiem, który w nie wierzy - poderwałam się z siedzenia rozglądając się po sali. Bingo. Odnalazłam to czego szukałam. Biorąc plastikowy kubek do ręki nalałam sobie wody z syfonu. Przecież tego nie mógł mi zabronić.
- Czy to wszystko?
- Usiądź tu, bo tylko mnie wkurwiasz - podniósł ton swego głosu. Od tej strony nawet nie znałam go.

" To dziwak, najlepiej trzymać się od niego z daleka" 

Nagle w głowie słowa Alison. Nie bałam się, nie miałam czego, ale jego postawa. Jego postawa zaintrygowała mnie. Może nie był taką ciotą na jaką wszyscy go spisują.
- Słuchaj Bieber! Wkurwiam czy nie wkurwiam to Twoja praca. 
- Ale nie muszę opiekować się tutaj szczeniaczkiem. 
- Nie przypominam sobie, abym miała cztery łapy i ogon. 
- Jesteś taka irytująca, ale również tak bardzo pociągająca. - znalazł się tuż przy mnie. Był zbyt blisko. To odrzucające. Jego zapach mnie odrzucał. Lecz nie mogłam wcale go wyczuć. Raz jego pewność mnie przerażała, a raz powalała. Tykająca zagadka namiastki mężczyzny. 
- Skończyliśmy na dziś. 
- Ja jestem od tego, aby mówić kiedy będziesz mogła stąd iść. 
- Jestem tutaj już godzinę. 
- I nic konkretnego się nie dowiedziałem. 
- Przystąpiłam się do przestępstwa to przystąpiła, co jeszcze? 
- Wiesz mam pewien plan. - nagle w gardle utknęła mi śniadaniowa kanapka. Był strasznie nieprzewidywalną osobą, więc co tym razem mógł wymyślić. Jego przenikliwy wzrok dopiero mnie przerażał. Przyglądał mi się w sposób taki, jakby właśnie zaraz miałby ochotę rzucić się na mnie. Jakbym była jego zdobyczą. 
- Musisz zgodzić się na pewien układ - szybkie dwa spojrzenia i odpalił papierosa. Jego dym unoszący się nad jego głową przyśpieszał mój puls. Zaskakiwał mnie. - Więc jak? 
- Wysłucham Cię najpierw. 

- Holly kurde gdzie Ty się podziewałaś? - w progu mieszkania stanęła moja rodzicielka. Od razu setka pytań. Rozczarowanie, gniew, bunt wychowania. Co miałam jej niby powiedzieć? Mamo Twoja córka została zmuszona do kradzieży? Przecież ona się na mnie zawiedzie. Nie mogę powiedzieć. Będzie miała ogromny żal. Ale nie mogę jej oszukiwać. Nie mogę wykorzystywać zaufania. Byłam pomiędzy młotem, a kowadłem. Żadnego wyjścia. Starałam się sama siebie zrozumieć, lecz to było jeszcze trudniejsze.
- Mamo, Alison potrzebowała mojej pomocy.
- Mogłaś chociaż zadzwonić.
- Mogłam, ale wyleciało mi to z głowy. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi, na drugi raz poinformuj mnie, że wrócisz tak późno.
- Teraz już pójdę się położyć - ucałowałam jej policzek.
Żałuje. Nie wiem co strzeliło mi do głowy, aby zrobić takie głupstwo. Nic mnie tak naprawdę nie tłumaczy, ale nie chciałam tego. Lecz myślę zawsze po fakcie. Jak dosłownie każdy.
Osuwając się bezsilnie po drzwiach swego pokoju schowałam swą twarz w swych dłoniach. Pogubiłam się. Zgubiłam się w drodze po swoje upragnione szczęście. Powinnam już dawno się z tego podnieść, ale brakuje mi ojca w domu. Brakuje mi nawet kłótni z nim, brakuje jego głupiej gadki. Dosłownie wszystkiego. Wiele mogłabym oddać, aby znów mieć normalną rodzinę. Mamie tez jest ciężko - widzę. Jeszcze się nie pozbierała mimo tych miesięcy, aczkolwiek nie mam co się jej dziwić.
Dźwięk telefonu - krótki, lecz dobitnie roznoszący się po pomieszczeniu. Westchnęłam cicho pod nosem z trzęsącymi rękoma biorąc telefon do ręki.

xx "nieznany:
Przemyślałaś moją propozycję?

Propozycja. Układ. Bieber. Propozycja. Układ. Bieber. Wszystko szło nie tak. Od jednej katastrofy do drugiej. Bałam się postawić krok w przód. Wyłącznie cofałam się do przeszłości, ale pewnie dość często tak masz, zgadłam? Wracasz do wspomnień, gdzie było Ci o wiele lepiej. To normalne. Chwila złudzeń jest Ci bliższa niż chwila w której masz podjąć kim Ty tak naprawdę chce być i co osiągnąć.



~♦~
Postanowiłam, że me rozdziały będą pełniejsze w momencie, gdy będą połączone z akcją. Trzeci jest ostatnią moją krótką formą. Po prostu to początek, a ja nie chciałam wymyślać jakiś absurdów aby tylko nabić jego treść. To zwykły wstęp. Więc opisany jest w miarę możliwości. 
Czwarty będzie już rozbudowany i na kilometrowe znaki. U mnie to normalne i dlatego chciałam, abyście byli cierpliwi by Was zaciekawić w odpowiedni sposób. 
Dodane dwa rozdziały w jeden dzień to już coś aniołki.. 
A jak myślicie jaki to będzie układ? 



2


Promienie słoneczne wpadające przez okno do mego pokoju otuliły moją twarz już o poranku. Wyimaginowane powieści mej wyobraźni same pięły się na szczyt, a zrzucając cały ciężar pospolitej historii musiałam wmówić samej sobie, że jestem wypoczęta i obrać kierunek szkoły. Chcąc nie chcąc musiałam zmierzyć się z dotykiem zmartwień, który gnębił mnie przez ostatni czas, by tylko nie pozwolić złudzeniom przejąc inicjatywy. 
Wyswobadzając się z pod ciepłej kołdry ruszyłam w kierunku łazienki, gdzie wzięłam orzeźwiający prysznic, który mimowolnie postawił mnie na nogi. Kropelki wody dały przypływ energii na kolejne kilka godzin, bym w jakikolwiek sposób mogła funkcjonować. Odprężały mnie i ukaiały, lecz magiczne chwile pod prysznicem przerwał dzwoniący telefon. Westchnęłam ciężko pod nosem otulając swe ciało puszystym fioletowym ręcznikiem. Jego miękki materiał idealnie zarysowywał moją zgrabną sylwetkę łagodząc jej wierzch. 
- Co tam Alison? 
- Będę u Ciebie za godzinę. 
- Spotkajmy się pod szpitalem, muszę wpaść do mamy. 
- Twoja mama jest w szpitalu? 
- Opowiem Ci wszystko jak się zobaczymy, Pa. - odłożyłam telefon na łóżko biorąc czystą bieliznę i ubrania, by ruszyć ponownie do łazienki, gdzie też ułożyłam swoje długie, kręcone brązowe włosy. Były moim utrapieniem, lecz nigdy bym ich nie obcięła. Są zbyt piękne i zdrowe. Nie chciałabym żałować. W pewnym stopniu one również dodawały uroku do całokształtu.

~♦~
Zdyszana dobiegłam na miejsce. Sala, w której leżała mama była na 4 piętrze, dlatego też wolałam skorzystać z windy. Za 30 min ma być tutaj Alison, a ja chciałam jeszcze dowiedzieć się jak miewa się moja kochana kobieta. Wchodząc do pomieszczenia, w którym już od progu witała mnie z uśmiechem szatynka nabrałam powietrza do płuc. Nie lubiłam szpitali. To tylko góra chorób i śmierci. 
- Cześć mamo. Jak się czujesz? - ucałowałam jej blady policzek nieco jeszcze delikatniej ją do siebie przytulając. Była jeszcze słaba, więc nie chciałam jej męczyć. 
- Witaj córeczko. Jest już lepiej, dbają tutaj o mnie i pewnie pojutrze już wrócę do domu. Jak zleciała Ci ta noc? Nie bałaś się? 
- Przestań mamo. Nie miałam czego. 
- Może zadzwonię po babcię, byś nie siedziała sama. 
- Nie martw już babci, poradzę sobie. 
- Wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. - od zawsze była troskliwą rodzicielką, więc nawet nie byłam zdziwiona, że już obmyśliła jakiś szczególny plan. 
- Przyniosłam Ci owoce i sok, potrzebujesz czegoś jeszcze? 
- Nie, raczej mam wszystko. 
- W takim razie przyjdę po szkole. Do zobaczenia - wolałabym, aby wróciła już do domu, lecz nie poradzę na to zupełnie nic. Musi wypocząć swoje właśnie tutaj.
Wychodząc przed budynek dostrzegłam nie za wysoką blondynkę. Już na mnie czekała. Posłałam jej sympatyczny uśmiech mocno przytulając ją do siebie. Stęskniłam się za nią mimo, że nie widziałam jej tylko dwa dni. Była moją najlepszą przyjaciółką i jako jedyną nie intrygowało ją to na jaką sumę jestem obstawiona. Przyjaźniła się ze mną za to jaka byłam. A ci inni materialiści tylko się przy niej kryli. 
- Teraz może opowiesz mi co takiego się wydarzyło. 
- Wczoraj była sprawa rozwodowa moich rodziców. 
- I mi o tym nie powiedziałaś? - właśnie jej nie powiedziałam? Przecież jej ufałam. 
- Wiesz, że to dla mnie trudne. Nie na co dzień Twoi rodzice się rozstają. Nadal nie mogę przywyknąć mimo, że ojciec już nie mieszka z nami pół roku. Po prostu miałam jeszcze jakieś nadzieje, ale od wczoraj... Od wczoraj wszystko pękło. 
- Nie Ty jedna znalazłaś się w takiej sytuacji Holly. 
- Być może masz i rację, ale ja jako jedyna straciłam marzenia. 
- Straciłaś po prostu dochód swego ojca to nie marzenia. 
- W większym stopniu tak. Teraz będę musiała iść do - wzdrygnęłam się na samą myśl. Od zawsze miałam wszystko czego chciałam, nie narzekałam na niedosyt czegokolwiek, a teraz w mgnieniu oka musiałam zrezygnować. 
- Pracy? A alimenty? 
- Nie utrzymamy się z nich. Mama teraz powinna odpoczywać, ja muszę się nią zająć. 
- Mogę popytać w naszym barze. 
- Alison wiesz dobrze co sądzę o tej pracy. 
- Nie każe Ci tańczyć, popracujesz jako kelnerka. 
- I mam obsługiwać obleśnych starych fagasów? Nigdy. 
- W dzień ich wcale nie ma, a po drugie przecież nie musisz nic z nimi robić. Podajesz tylko zamówienia. 
- Pomyślę, ale nie wiem czy skorzystam. 
- Jak chcesz. Napiwki są bardzo korzystne. Starczy Ci na najnowsze kolekcje. 
- Są tak dobitne? - w moich myślach zawrzało. Może to dobry pomysł. Pieniądze się przydadzą. 
- Popytam, a teraz już wejdźmy do tej szkoły. 
_

Dziedziniec. Mnóstwo ludzi na ogrodach, na boisku i przed głównym budynkiem. Jak w każdej szkole dzielimy się na tak zwane popularne i mniej popularne grupki. Tam przy fontannach stoją ludzie, którzy nie dbają zupełnie o swój wizerunek, a od których łatwo nabić sobie guza. Są typową chmarą żerującą na cierpieniu innych. Cwaniaki, których tylko spotkasz pojedynczo miękną pod Twym chytrym uśmiechem. A tam na boisku szkolna drużyna koszykarska. Najprzystojniejsi i popularni faceci za którym ugania się nie jedna dziewczyna ze szkoły i poza niej. Tańczą im tez cheerleaderki jak im tylko nakażą. Są na tak zwane skinięcie każdego zawodnika. Tuż przy nich w ogrodzie znajdują się popularne dzieciaki, które żerują bardziej na pieniądzach swych rodziców. Tak, masz rację. Jeszcze do niedawna mogłam się tam przypisać. Robili mi wodę sodową, że nawet odwracałam się od Alison, ale w ostatniej chwili obudziłam się i swe rozkojarzenia zostawiłam w tyle. Wyszło mi to na lepsze. I właśnie w ostatniej fazie są osoby wybitne poświęcające aż za dużo czasu dla swej wiedzy wpajanej przez książki. Gdzie nie gdzie odnajdziesz osoby, które nie zaliczają się do żadnej z nich. Mają głęboko to co się tutaj dzieje i tylko chcą jak najszybciej opuścić mury tego budynku. Na obecną chwilę też do nich się zaliczam. Nie wdrążam się w jakiekolwiek przyjemności z innymi i jest mi wszystko jedno. 
- Richard gdzie zgubiłaś swój styl? Ups.. Ty go nigdy nie miałaś. - Destiny.. Mogłam się spodziewać. Ta dziewczyna nie przepuści sobie niczego. Jeszcze tylko, żeby naprawdę potrafiła komuś dopiec, a jest nic nie znaczącym pionkiem tej szarej masy. 
- Wiliams, A Ty gdzie zgubiłaś chłopaka? Ups w łazience z przyjaciółką. - wywróciłam teatralnie tęczówkami olewając jej dalsze obelgi. Tak jej John ją zdradził z przyjaciółką, której tak bardzo ufała. Nie ma litości. Karma powraca. 
- Holly nie przejmuj się nią. Pieniądze to nie wszystko. 
- Nie przejmuje się takim ścierwem nigdy. 
Westchnęłam ciężko pod nosem kierując się tuż do sali, gdzie za pięć minut miał rozpocząć się angielski. Nie zwracałam zbyt uwagi na to co dzieję się wokół mnie. Interesował mnie tylko mój świat, w którym było jeszcze tak pięknie. Może i użalałam się nad sobą, ale naprawdę jest mi ciężko. Nie dlatego, że teraz będę miała limit wydawania pieniędzy, a dlatego, że już nie ujrzę zakochanych rodziców na śniadaniu, obiedzie czy kolacji. Nie powygłupiam się z ojcem tylko dlatego, że właśnie teraz może miziać się z kobietą o wiele lat młodszą od siebie. To proste, że poleciała na pieniądze. Inaczej nie wzięła by starszego od siebie o 20 lat mężczyzny. Tylko gdzie ojciec stracił rozum? Jeszcze go omota i opije swój sukces. 
Przejmie jego firmę, pieniądze, oszczędności i wróci z pod kulonym ogonem. Jak każdy facet. 
- Holly - szturchnęła mnie blond włosa. 
- Tak? 
- To od Dylana - rozwijając karteczkę spojrzałam na chłopaka ze szkolnej drużyny. Bacznie mnie obserwował " Czemu jesteś smutna? Którego to mam zamordować? Z uśmiechem Ci bardziej do twarzy piękna " sama nie wiem czemu, ale mimowolnie uśmiech wkradł się na moją buźkę, a wtedy mogłam usłyszeć śmiech Dylana. Jest uroczy. Przystojny i potrafi być kochany, ale zarazem agresywny. Żaden może z niego romantyk, ale jego umięśnione ciało. Podobał mi się. Owszem. Ale nie tylko mi. Kilka dziewczyn się w nim podkochiwało. Był naprawdę dobrym ciachem, więc nie ma co się dziwić. 
_
- Mówiłem, że z uśmiechem Ci o wiele lepiej. - siedząc na stołówce do stolika przy którym siedziałam z Alison i Emilly podszedł chłopak, którego najmniej bym się tutaj spodziewała. Ostatni chłopak w tej szkole od którego mogłabym to usłyszeć. 
- Huh? Bieber o czym Ty mówisz? - zaśmiałam mu się w twarz zrezygnowana spoglądając na dziewczyny. Był ostatnią osoba z którą nawet miałabym ochotę rozmawiać. To największa ofiara w tej szkole. Bez kolegów, mający dobre wyniki w nauce i nigdy nie mający dziewczyny. Trochę kiepsko. 
- O Twym pięknym uśmiechu - puścił mi oczko, a mnie zemdliło. Nie z podniecenia, a bardziej z obrzydzenia. Oczywiście nie mogłam mu nic zarzucić, ale nie był chłopakiem z którym mogłabym się umówić. Przyszedł do naszej szkoły rok temu. Nie odzywał się praktycznie do nikogo. Było kilka dziewczyn, które próbowały zwrócić jego uwagę na siebie, ale on był nie ugięty. Tak jakby płeć damska wcale go nie interesowała. 
- Zaraz się zrzygam - udawałam, że wraca mi drugie śniadanie, gdy jego uśmiech zszedł. Zrobiło mi się głupio, ale grałam nadal na zwłokę. - Nie masz szans, cześć. - odchodząc od stołu kiwnęłam głową do dziewczyn byśmy jak najszybciej opuściły szkolną stołówkę. 
- Holly masz powodzenie - śmiała się Emilly. Wywróciłam teatralnie tęczówkami rozglądając się wokół czy ten chłopak już sobie odszedł od nas. 
- Umówisz Cię z nim? 
- Emm przestań. Mam gorsze problemy niż randka z tym chłopakiem. 
- Ale patrząc w innym kierunku jest strasznie słodki. 
- Ty się słyszysz? 
- Już nie udawaj, nie jest najgorszy. 
- Nie interesuje mnie to Emilly. Dla mnie już na starcie jest skończony. 
- Jak uważasz. 
- A ja o nim słyszałam, że dokładnie po północy w jego domu słychać przeraźliwe jęki. 
- Może korzysta chłopak z życia - zaśmiałam się. 
- Chodzi tutaj o jęki cierpienia, jest strasznym dziwakiem. - powtórzyła Alison, aby po chwili dodać - najlepiej trzymać się z daleka. 
- Nieważne. Ali nie idę na dalsze lekcje, kryj mnie. Powiedz, że źle się poczułam czy coś. 
- Ale gdzie Ty idziesz? 
- Muszę załatwić sprawy z ojcem. 

~♦~
Stojąc pod ogromnym szklanym wieżowcem spojrzałam w górę. Musiał mieć wiele pięter. I to wszystko należało do mego ojca. Wybił się, a ja i tak jestem tutaj może dopiero z czwarty raz. Nigdy nie miałam potrzeby tutaj przebywać. Było mi obojętne gdzie On pracuje i czym się zajmuje. Wchodząc do holu podeszłam do punktu głównego, by zapytać się pracującej na tym stanowisku pani, gdzie aktualnie znajduje się mój ojciec.
- Jest w swoim gabinecie. 12 piętro, pokój nr 333. - skinęłam głową na znak zrozumienia przy czym obserwując idealny zarys całej przestrzeni ruszyłam w stronę windy. Jedno kliknięcie i byłam na piętrze mojego ojca. Spotkanie z nim będzie bardzo ciekawe. Już to czułam. 
- Pani w jakiej sprawie? 
- Ja do Oscara. 
- Była pani umówiona? 
- Zawsze mnie wpuści. 
- Ma teraz zebranie, nie może pani tam wejść. 
- Pracuje pani tutaj chyba od niedawna. - nie zwracając uwagi na jej dalsze przykazania pchnęłam z imptem drzwi, a mym oczom ukazał się tłum mężczyzn w wieku mego ojca. Kobieta miała rację. 
- Muszę z Tobą porozmawiać - westchnęłam. 
- Córeczko poczekaj w gabinecie, zaraz tam przyjdę. 
- Natychmiast. - moje mięśnie dobitnie się napinały, nie mogłam czekać. Byłam niecierpliwa. 
_

- Tak więc co Cię do mnie sprowadza? 
- Interesy tatusiu, interesy - ułożyłam się wygodnie na fotelu w jego gabinecie i obserwowałam uważnie jego minę. 
- A więc słucham. 
- Potrzebuję gotówki. 
- Dostajesz miesięczną wypłatę. 
- Znudziło mi się traktowanie mnie jak pracownika, nie zapominaj, że jestem Twoją córką i mam potrzeby. 
- Kwota którą dostajesz w zupełności Ci wystarczy. 
- Słyszysz się? Ta dziwka oskubuje Cię z pieniędzy. Jest ci obca, a ja? 
- Nie waż się tak o niej mówić. 
- A ja dostaje marne tysiąc złoty?
- Holly masz jeszcze matkę, nie zapominaj. 
- Wystarczy już, że się mną opiekuje i poświęca mi swój czas. To cenniejsze. 
- W takim razie kup sobie za to nowe ubrania. 
- Jesteś bezczelny. Ona Cię tak zmieniła? 
- Nie dostaniesz ode mnie więcej pieniędzy, muszę wracać na obrady. 
- Nienawidzę Cię. - wychrypiałam przewracając fotel na którym właśnie przed chwilą siedziałam. Byłam na tyle wściekła, że mogłabym rozwalić wszystko. Jego zimny i stanowczy ton przeszywał mnie na wskroś. Byłam zdruzgotana. Bałam się, że nie poradzimy sobie z mamą. Nie wszystko będzie tak kolorowe jak do tej pory. Będę musiała wziąć za siebie i mamę odpowiedzialność. A to ogromny krok w przyszłość. Miałam nadzieję, że sobie poradzę.



~♦~

Nie umiem powiedzieć czy rozdział wyszedł mi dobrze czy też nie, bo nie do mnie ta opinia należy. Dla mnie one zawsze będą przeciętne, gdyż moja krytyka jest jednoznaczna dla samej siebie. 
Jest jaki jest, Justin pojawił się tylko na chwilę, ale już w trzecim rozdziale będziemy o nim słychać o wiele więcej. I nie nie będzie to żadna sielanka w szkole, nie musicie się martwić o coś starego i monotonnego. Będzie się działo. 
Jak na razie mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tymi dwoma rozdziałami. Teraz już akcja będzie się rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania. 

środa, 21 stycznia 2015

1.



Przewidywane trzy stuknięcia wypowiedziały osobny bieg po wymarzony cel. Nie było odwrotu. Szansa wygasła. Od chwili obecnej musimy poradzić sobie same. Wydawało by się, że to żaden problem. Dostanę alimenty, które w pewnym stopniu rozruszy nasz dochód. Wtedy jakże mylne stwierdzenie o którym nawet mi nigdy by się nie przyśniło.
Wierzyć w dobro sprawiedliwości to jak wierzyć w księcia, który ukoi Twe nerwy i zabierze Cię w nieznane. Czcigodni sędziowie nie uchylą się dla Twego dobra tylko wywęszą większe korzyści. Ta sprawa była z góry przegrana. Życie połączone z monotonnością tych, których intryguje wyimganinowane królestwo. Przywykłam. Bo, gdy ojciec bizmesmen jakże dobra szycha i partia wśród tych niezwykłych to zamydlenie oczu i obrócenie wszystko w nicość jest pestka..

- Rozprawę między Betty L. Richard a Oscarem Richard'em czas rozpocząć. - zimny ton głosu wydobył z siebie cichy bełkot, którym okrył całą salę rozwodową. Minimalne ciarki kryjące się pod mą skórą wypłynęły jak zaczerweiniony, krwisty wulkan przerażenia.

~♦~
Nazywam się Holly Richard, a o to moja historia spisana na kawałku papieru, który jeszcze niegdyś był tym ulubionym. Moje jakże wyśmienite, usłane różami życie w jednej sekundzie utraciło swój blask, normalne? Też tak sądzę. Nie każdy może sobie pozwolić na namiastkę szczęścia. Ono spisane dla garstki osób tuła się alejkami ludzi, którzy nie potrafią go docenić. Ja jestem z tych, którzy nie potrafili. Musiało prysnąć jak nie jedna bańka mydlana podczas tych gorących, odprężających kąpieli, które pozbawią Cię uczciwości i pogłębią Twe samouwielbienie. Nic nie poradzisz, gdy w portfelu i na koncie widnieje olbrzymia sumka z mnóstwem zer. Chciwość ludzka nie zna granic o czym zdołałam się przekonać na swej własnej osobie. Dotąd wyrachowana z przytupem na wszystko dziewczyna musiała rozkwitnąć w zupełnie przeciwnym kierunku. W kierunku tej dziewczyny, która docenić musiała niemalże zwykły banknot na dostojny posiłek, a która musiała zrezygnować z wielu przyjemności i trafić w szkole do grona osób tych, których mianuje się zwykłą społecznością. Znajomi, którzy byli przyjaciółmi okazali się tylko hienami na moje pieniądze. Ich utrata pokazała kto tak naprawdę jest tym najbliższym. W głębi duszy zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, ale nadal tkwię w chłodnej nadziei, że to co było jeszcze u mnie zagości.


~♦~
- Rozprawa rozwodowa rozstrzygnięta pozytywnie dla obojgu stron. Opiekę nad Holly Richard sąd rejonowy przyznaje matce ~ Betty Lugo Richard dodatkowo pan Oscar Richard musi miesięcznie płacić córce alimenty w wysokości 1000 złotych. Sprawę uważam za zakończoną. - i przewidywane trzy stuknięcia. Na sali zamieszanie, a rozpaczliwy głos mojej matki przeradza się w krzyk i ból połączony z cierpieniem. Ukucie w sercu i rozmazany widok ojca z nową kobietą. Ciężko. Oczywiście, że nie fajnie ujrzeć ten widok. Przecież do tej pory nasza rodzina była idealna. Rodzice się kochali, więc co się wydarzyło? Czego zabrakło tym razem? Będą żałować? Wiem jedno. Ta kobieta, która rozwaliła długoletnie małżeństwo mych rodziców jest nic nie wartą suką. Nic jej nie tłumaczy.
- Proszę wezwać doktora, dzwońcie po karetkę - ze środka sali przeraźliwy krzyk mej cioci. Przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam już, że to coś z mamą. Byłam tego święcie przekonana. Kobieta była wykończona natłokiem zdarzeń.
Sanitariusze zabrali mamę do szpitala. Okazało się, że to żadne zasłabnięcie z przemęczenia. To coś poważniejszego. Dopiero teraz się wystraszyłam. Okropnie się martwiłam i nie czekając chwili dłużej wraz z ciocią pojechałam do szpitala w centrum miasta z nadzieją, że wszystko będzie w porządku, gdy będziemy już na miejscu. Tak jednak nie było. Musiałam zmierzyć się z wiadomością jaką chciał przekazać mi doktor.
Odma opłucnowa. Mama skarżyła się nie raz na kucia w klatce piersiowej czy też duszność, lecz nigdy bym nie pomyślała, że mogło by być to coś poważniejszego niż tylko osłabienie organizmu bądź uczulenie.
- Twoja mama musi teraz odpoczywać, a przede wszystkim nie denerwować się. - Nie denerwować się? Ale jak. Rozwiodła się. Ojciec jeszcze zafunduje jej piekło. Jestem pewna. To kobieta go omota.

Byłam przy niej zawsze. Tym razem też nie mogłam opuścić kobiety, której wiele zawdzięczam. Podtrzymywała mnie już od małego, abym nie upadała i doradzała. Przypisać jej mogłam wiele. Miałam zawsze w tej kobiecie wsparcie.
- Co z Betty? - niebawem w poczekalni zjawił się mój ojciec.
- I nagle Cię to interesuje?
- Holly! - denerwował się. A to ostatnimi czasy przychodziło mi o wiele szybciej. Jego ataki były uciążliwe otoczeniu.
- Masz tutaj tylu lekarzy, trudno dopytać?
- Pamiętaj, że nie rozmawiasz z kolegą. - prychnęłam pod nosem wywracając oczami. Miałam żal do niego. Ogromny żal. Zostawił nas. Byłam załamana, roztrzęsiona i nie potrafiłam z nim spokojnie porozmawiać. Musiałam dać upust emocjom, by móc nawet na niego spojrzeć.
- Niewdzięczna pannica, jak Twoja żona ją wychowała. - za dużo. Zerwałam się z krzesełka stając dokładnie na przeciw jej twarzy. Moja ręka była uniesiona, a ta z powagą w oczach świdrowała moje zachowanie. Byłam wściekła. Jak mogła poruszać moją mamę.
- W przeciwieństwie wiem co to szacunek do samej siebie, a Ty ze swej rodziny już nie umiałaś tego wynieść. - ominęłam ją z chłodnym spojrzeniem. Wyprowadziła mnie z równowagi. Jak mój ojciec mógł zwrócić uwagę na tę kretynkę.
Wychodząc z budynku zimny wiatr ostudził me ciało, a moje myśli powędrowały do papierosa. Ostatnio paliłam częściej. Z nerw i z sytuacji spisanych do scenariusza. Nikotynowy dym działał kojąco. Uśmierzał sprzeczne myśli.
- Widać jaka to grzeczna dziewczynka. - usłyszałam ten sam piskliwy głos. Wszystkie mięśnie się napięły.
- Holly co Ty robisz z tym papierosem?
- Pewnie fikołki. - wywróciłam oczami.
- Nie poznaję Cię.
- Może Ty mnie nawet wcale nie znasz.
- Jak możesz tak mówić?
- Oscar chodźmy.. Jest tak rozkapryszona jak jej matka.
- Nie waż się mówić, źle o mojej mamie, bo nie ręczę za siebie. - ponownie poderwałam się do niej. Miałam ochotę wymazać ten uśmieszek z jej twarzy. Była zaledwie trzy - cztery lata starsza, a jeszcze taka nie mądra. Nie wytrzymałam, lecz zrobiłam to delikatnie. Ciągnąć za kosmyk jej włosów dodałam.
- Nie waż się więcej poruszyć tematu mego i mej mamy.
- Kochanie mówiłam Ci, że ona jest nienormalna. - odepchnęła mnie od siebie zanurzając się w ramionach mego taty.
- Holly Richard co do jasnej cholery to było? Natychmiast przeproś.
- Nie mam kogo za co przepraszać.
- Będę musiał porozmawiać z matką o Twoim zachowaniu. - tak, tak jasne. Zainteresuj się lepiej teraz swoją nową rodziną. Zostawiłam ich na tym parkingu, by w końcu móc odwiedzić mamę i sprawdzić jak się czuje. Nadal spała. Lekarz powiedział, że wybudziła się bez komplikacji, lecz potrzebuje jeszcze snu. Siedziałam z nią kilka godzin, aż w końcu sama musiałam wracać do domu. Czeka mnie jeszcze przygotowanie na jutrzejsze lekcje.

Dobrze, że chociaż dom został do naszej dyspozycji. Jeden plus dla ojca i jego hojności. Gdzie on mieszkał nie wiedziałam, a nawet zbyt mnie to nie obchodziło. Teraz chciałam tylko wziąć odprężającą kąpiel i położyć się spać.
- Słucham? - wibrujący telefon w mojej kieszeni znów o sobie przypomniał.
- Kurde Holl dzwonię do Ciebie już od południa. Gdzie Ty jesteś?
- W domu.
- Czemu się nie odzywałaś?
- Opowiem Ci Alison wszystko jutro. Dobranoc - nie miałam ochoty na rozmowy. Chciałam w końcu zasnąć i móc odpocząć. Dla mnie ten dzień też był wyczerpujący.


~♦~
Mamy pierwszy rozdział za sobą. Długi może i nie jest, ale postaram się w dalszych częściach. Ciekawy? Być może i nie jest. W końcu to początek, a już na wstępie nie ma co wyprzedzać zdarzeń. Potrzeba cierpliwości i spokoju, by wdrążyć się w intrygę losów bohaterki. Przygód będzie jeszcze sporo, także na początek odetchnijcie od problemów. Ich nie zabraknie, uwierzcie. Będzie sporo przeciwności. Będzie miło mi gdy ujrzę wasze recenzje na temat tego jak piszę i czy w ogóle się do tego nadaje.. Pozdrawiam M. 







Prolog.




- Śledzisz mnie? 
- Chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczna. 
- Nie musisz mnie niańczyć. 
- Potrzebuję Cię. 
- Nie mogę rozmawiać z nieznajomymi, żegnam.  
- Czekaj.. Wiedzieć chcę tylko jedno moja pani. 
- Śpieszę się. 
- Posłuchaj.. Wchodząc do domu wyjrzyj przez okno. To będzie dla mnie znak. Znak, że jesteś mną równie zainteresowana jak ja Tobą.


Nie ujrzałem jej. Szansa przeminęła z otulającym moje ciało wiatrem. Czas się pożegnać. 




~♦·~

Rozpocząć cokolwiek na tym blogu miałam w chwili, gdy jedna z dziewczyn zrobi mi zamówiony szablon, lecz w szybkim czasie się to nie zapowiada, a moje pomysły nie mogą czekać. 
Prolog. No cóż nie jest zbyt wybitny i długi, ale zawsze to już coś. To już jakakolwiek namiastka do bliższej współpracy tutaj. 
Przygodę z opowiadaniem soczystej fabuły rozpoczynam ponownie. Sama nie wiem czy na dobre, aczkolwiek warto spróbować swej wyobraźni. Pisarką wybitną nie jestem, lecz moja amatorska gra porwała już kilka czytelniczek, jeśli by patrzeć nieco wstecz. Tym razem zamierzam dać z siebie o wiele, wiele więcej i nie zawieść swoich czytelników. Myślę, że z każdym dniem będzie Was tutaj więcej i z chęcią będziecie śledzić losy moich bohaterów. 
Jeśli chodzi o rozdział pierwszy, jeśli tylko odnajdę jeszcze dziś trochę czasu pojawi się. 
Jeżeli chcesz, aby informować Cię o nowej notce zapisz się tutaj
Pozdrawiam.